sobota, 4 kwietnia 2020

Letnie włóczenie się…

Plan był taki, żeby (po długim zastanawianiu się) uszyć coś nowego na nadchodzący sezon wiosenno-letni. Przeszkodą okazały się braki aprowizacyjne... I nie chodzi bynajmniej o braki aprowizacyjne w produkty żywnościowe, a o … flizelinę, która jednak jest potrzebna.

Tak, okazała się teraz trudno dostępna. W hurtowniach internetowych niemalże wszystko wykupione. Rozumiem, że teraz od spódniczki czy sukienki ważniejsze się maseczki i flizelina jako filtr, ale miałam cichą nadzieję, że w końcu uszyję sobie co nieco.

Dlatego dziś kilka zdjęć wakacyjnych stylizacji, które (jak się okazało) najczęściej zabieram ze sobą na wojaże i  letnie włóczenie się po miastach. Nowe muszą poczekać, bo dziś będę i ja szyć maseczki. Ot, tak. Aby choć trochę posiedzieć sobie przy maszynie...

Ta sukienka idealnie sprawdza się podczas upałów.

I ciepły sweter trzeba mieć w zanadzu...

Chodzi mi po głowie, żeby tę sukienkę rozmnożyć :)

Ponczo. Zawsze mam przy sobie, gdy wieczory już nie takie ciepłe.

Na tym zdjęciu nie widać jej tak dobrze jak na poprzednim, ale zeszłorocznym latem najczęściej zakładałam właśnie tę spódnicę.

Szmizjerka. Nic dodać, nić ująć :)

Szmizjerka idealna.

Bardzo ją lubię i w tym roku rozejrzę się za kolejną. Tym razem w barwach bardziej letnich :)

Długa spódnica. Bardzo je lubię.

czwartek, 2 kwietnia 2020

Przeczytane #8




Marzec już za nami. Marzec to cztery przeczytane książki. Marzec to cudowna wycieczka do Warszawy tuż przed pandemią. Marzec to szalone zakupy i zapasy najpotrzebniejszych artykułów. Marzec to niepokój. Niepokój przed koronawirusem. Niepokój o przyszłość. Marzec był bardzo dynamiczny. Tak wiele się zmieniło... Niezmiennie spokój i ukojenie znalazłam w książkach. 

Leopold Tyrmand i "Zły". Ta książka długo czekała na swoją kolej. Zawsze było coś innego i pilniejszego do przeczytania. W końcu i ją przeczytałam. To książka, która daje nadzieję. To książka, w której i Warszawa jest bohaterem. Pięknym bohaterem. Więcej przeczytacie tutaj




Thomas Keneally i "Lista Schindlera". Jeśli ktoś nie kojarzy książki, to kojarzy film. Książka (film) z pewnością ważna. Warto po nią sięgnąć i przybliżyć sobie postać Oskara Schindlera. Warto też o niej dyskutować. Krytycznie też. Dlaczego? Więcej przeczytacie tutaj





Anna Matwiejewa i "Przełęcz Diatłowa". Rewelacja. Ciekawy jest nie tylko wątek o tej nieszczęsnej wyprawie, ale i sposób przedstawienia tej historii. Więcej znajdziecie tutaj



Aleksander Kamiński i "Kamienie na szaniec". To dla mnie ważna książka, do której wracam i będę wracać co jakiś czas. Dla mnie to coś więcej, aniżeli lektura szkolna czytana kilkanaście lat temu. Więcej przeczytacie tutaj


wtorek, 31 marca 2020

Wielorazowe poszukiwane…


Jakiś czas temu pisałam na blogu o wielorazowych rzeczach, które sprawdzają się u mnie idealnie. Postawiłam na wielorazowość ze względu na ochronę środowiska, które niestety eksploatujemy na potęgę. Jednak wielorazowość to nie tylko ekologia, ale w dłuższej perspektywie i oszczędność pieniędzy. Wielorazowość to też nasze zdrowie. Z wielkim powodzeniem używam toreb wielorazowych, ale też i chusteczek do nosa czy płatków kosmetycznych. Te ostatnie uszyłam samodzielnie i muszę przyznać, że najtrudniej było przełamać początkowy sceptycyzm. Nie inaczej rzecz się miała z wielorazowymi … podpaskami.

Tak, wiem. Temat dość kontrowersyjny, ale…

Doskonale rozumiem, że to bardzo indywidualna i intymna sprawa. Jednak postanowiłam i ten temat poruszyć. Długo zastanawiałam się czy w ogóle jest sens przetestowania tego rozwiązania. Podchodziłam do tych podpasek bardzo nieufnie. Wszak komfort w te nieszczególne dni jest niesamowicie istotny. W końcu odważyłam się i …

Z całym przekonaniem nie będę stosować podpasek wielorazowych w dni, kiedy krwawienie jest najintensywniejsze. Bo mimo wszystko boję się, że mogą przecieknąć. Z całą pewnością nie będę stosowała podpasek wielorazowych poza domem. Bo nie wyobrażam sobie, żeby tak zabrudzoną podpaskę mimo szczelnego zapakowania w woreczek trzymać w … no właśnie… gdzie? W torebce?

Ale… doskonale sprawdzają się w momencie, kiedy te dni są tuż tuż i gdy dla zwyczajnego zabezpieczenia sięgam już po podpaski. Tak samo spokojnie można ich używać, gdy miesiączka już jest na finiszu i krwawienie jest znacznie słabsze. Takie podpaski doskonale też sprawdzają się u mnie jako dodatkowe zabezpieczenie w sytuacjach, kiedy sięgam po tampony.

Bardzo zależy mi na tym, żeby dbać o środowisko i najczęściej jak to możliwe sięgać po produkty wielorazowe. Niestety, nie w każdej sytuacji jestem na to gotowa. Nie wyobrażam sobie zupełnej rezygnacji z podpasek jednorazowych na rzecz wielorazowych. Są jednak pewne wyjątki. Myślę, że póki co znalazłam rozwiązanie pośrednie. 




sobota, 28 marca 2020

Birdwatching #5

Tym razem cały film należy do niej. Włochatka pokazana w pełnej krasie.

Polecam wytrwać do końca :)

Zapraszam tutaj

Autor: R. Kurowski




środa, 25 marca 2020

Kwiaty w moim domu (i nie tylko w domu)

Powiem tak. Nie jestem specjalistą od kwiatów. Jeśli już, to bliżej mi (przynajmniej w mojej przeszłości) do specjalisty od zabijania kwiatów. A jednocześnie nie wyobrażam sobie bez nich domu. Dlatego szukałam, szukałam, szukałam... 

Bo wierzyłam mocno w to, że ja swoich kwiatów po prostu jeszcze nie znalazłam. I pewnego razu stało się! 

Okazuje się, że są pewne kwiaty, które przeżyją w nieco trudniejszych warunkach, jakim okazuje się mój dom. W moim przypadku odpadają kwiaty, które wymagają częstej pielęgnacji, zraszania, nawadniania... I nie wynika to bynajmniej z mojego lenistwa, a raczej ze stylu życia. Dość często wyjeżdżam służbowo. W czasie urlopu zazwyczaj wybywam z domu na całe dwa tygodnie. A kwiaty muszą to przetrwać. 

Najbardziej wytrzymałe okazały się te...

Skrzydłokwiat. Wbrew pozorom z nim idzie mi najtrudniej. 
Zamiokulkas zamiolistny. Nazwa trudna, ale kwiat świetnie się trzyma. I jest go coraz więcej :)
 
Dracena. Bardzo ją lubię za jej bezproblemowość :)

Eszeweria. Też nie wymaga skomplikowanej pielęgnacji. Zobaczymy jak poradzi sobie podczas nadchodzących wakacji. Jedno trzeba jej oddać. Póki co jest wdzięcznym rekwizytem do blogowych zdjęć.


Krasula. Najmłodsza w rodzinie. Dopiero się jej uczę.

Komarzyca. Ten kwiat jest niezniszczalny! Bardzo żałuję, że nie zrobiłam jej zdjęcia w grudniu, kiedy z ziemi wystawał jedynie kikut. Dosłownie. To balkonowa roślina. Zimą zamarzła, ale … zabrałam ją do domu. Poobcinałam martwe gałązki i … odżyła. Już wiem, że w tym roku cały balkon będę miała w komarzycach!

Za nic w świecie nie przypomnę sobie nazwy tego kwiata. Wpadłam kiedyś do kwiaciarni po kwiaty do wazonu i palnęłam: "Proszę Pana, poszukuję kwiata, który nie wymaga hodowania w ziemi i nie trzeba go podlewać, tylko od czasu do czasu zraszać". Na co Pan: "Jest taki kwiat". Zabrałam do domu...

Macie jeszcze jakieś pomysły?

niedziela, 22 marca 2020

Przepis #8



Akcja "Zostań w domu" mnie nie obejmuje, więc jak zawsze chodzę do pracy i jak zawsze więcej wolnego czasu mam jedynie w weekendy.

Ale... Ale to nie czas na kulinarne eksperymenty. Wszak wszelkimi zgromadzonymi zapasami trzeba dysponować rozsądnie. A mój piekarnik nie zawsze ze mną współpracuje. Dlatego sięgnęłam po sprawdzone rozwiązania i gotowe tartaletki! Zawsze wybieram te naturalne, co później daje mi możliwość wykorzystania ich albo do słonej przekąski, albo do słodkiego deseru. Tym razem padło na mini szarlotki na ciepło z lodami śmietankowymi i bakaliami.

Jabłka wcześniej przygotowałam na patelni. Dziewięć średniej wielkości jabłek potarłam, dodałam trochę syropu z agawy i sporą dawkę cynamonu. I podsmażyłam na maśle. Później przełożyłam je na tartaletki i do piekarnika. Deser pycha!



Zawsze, niezależnie od sytuacji panującej w kraju i na świecie, mierziło mnie marnowanie jedzenia. Wczoraj ugotowałam za dużo ziemniaków. Było ich na tyle dużo, że zostały po obiedzie. Jednak na tyle mało, żeby cokolwiek sensownego z nimi zrobić. Dlatego jeszcze wczoraj dogotowałam ziemniaki i dziś zrobiłam … kopytka. Część zjedliśmy do obiadu. Resztę podsmażymy sobie na kolację. I jeszcze kilka zabiorę ze sobą jutro do pracy. Nie mówiąc już o tym, że i sentyment dziś zakradł się do mojego serca. Kopytka zawsze kojarzą mi się z moim dzieciństwem.




piątek, 20 marca 2020

"Do lata piechotą będę szła..."

Tak, mimo wszystko myślę o lecie i o urlopie. Na tegoroczny wypoczynek jeszcze w styczniu mieliśmy takie plany: albo Austria (jedno z naszych marzeń), albo Puszcza Augustowska i Litwa, albo Wrocław i Pieniny, albo Górny Śląsk i Tatry. Już teraz wiemy, że Austria i Litwa odpadają. Urlop będziemy spędzać w Polsce. Pewnie też ze względu na finanse, bo … 

Tak, teraz najważniejsze jest zdrowie i życie. Ale kiedyś trzeba będzie wrócić do normalności i może okazać się, że pracy już nie mamy, że kryzys gospodarczy. Trudno teraz przewidzieć skutki obecnej sytuacji. Jedno jest pewne. Jak zawsze trzeba będzie odnaleźć się w nowych realiach.

I jeśli moje tegoroczne wakacje będą oznaczały włóczenie się po Polsce z namiotem i plecakiem na plecach to i tak będzie fajnie. Pod warunkiem, że obok mnie będą Ci, których kocham.

I tak sobie myślę, że to może być nawet ciekawe doświadczenie. Odkrywcami już nie będziemy, ale naturą jak najbardziej możemy się zachwycać nieustannie.

Nie będzie to wyprawa na miarę wypraw Arsenjewa, ale też będzie świetną i pouczającą przygodą. Jestem o tym przekonana. Teraz pozostaje nam wybrać jedynie kierunek... Macie jakieś pomysły?

A gdy wspomniałam już o Arsenjewie to odsyłam do kilku słów o dwóch książkach, które warto przeczytać (zajrzyjcie tutajtutaj).