wtorek, 17 września 2019

Trochę historii #1

W tym cyklu chciałabym przybliżyć nieco historię mody. Dla mnie najbardziej fascynującym okresem w historii jest wiek XX, a przede wszystkim dwudziestolecie międzywojenne. Nie powinno zatem dziwić, że uwielbiam modę z tamtego właśnie okresu. A jaka była droga przemian w ubiorze kobiecym, aby ostatecznie otrzymać znany już nam kształt w międzywojniu?

Motorami dość dynamicznych zmian w ubiorze kobiecym na początku wieku XX była I Wojna Światowa. Ale wcześniej na zmiany wpłynęła mocno przybierająca na sile emancypacja oraz … plastycy.

Historia mody wyróżnia cztery charakterystyczne typy wśród emancypantek. Pierwszym z nich jest kobieta domagająca się wyzwolenia i walcząca o postęp oraz o udział kobiet w tym postępie. To emancypantka. Zarówno jej strój, jak i uczesanie to przede wszystkim skromność. Drugi typ to studentka dobijająca się do bram uniwersytetów. Ją także wyróżnia skromność. Trzecim typem jest chłopczyca, która poprzez ubiór próbuje naśladować mężczyzn. I czwarty, ostatni typ to kobieta, która już wywalczyła prawa i równouprawnienie i ten sukces pragnie podkreślić swoim strojem oraz uczesaniem, ale nie musi już naśladować mężczyzn. Tak jak i oni aktywnie uczestniczy w życiu społecznym oraz zawodowym. Dwie wojny pokazały doskonale, jak kobiety sprawnie przejęły stanowiska pracy pozostawione przez mężczyzn. A ubiór miał być nie ozdobą, a pomocą w wykonywaniu nowych obowiązków.

Ale na zmiany w modzie kobiecej wpłynęły nie tylko jej walki o równouprawnienie i wkroczenie na rynek pracy. To też rozwój turystyki oraz sportu, co wymagało dostosowania i ubioru. I rewolucją było nie tylko uwolnienie kobiet z gorsetów, ale też i wprowadzenie do jej stylizacji spodni.

Mówiąc o zmianach zachodzących w modzie kobiecej nie sposób pominąć i innej kluczowej kwestii. A tą kwestią jest szerzenie świadomości w zakresie zdrowia i higieny. Bo na tym polu reformy też były znaczące i ściśle powiązane z codziennym ubiorem.

Opowiadając o historii mody często wracam do dwóch ulubionych przeze mnie książek w rzeczonym temacie. Jest to pięknie wydana „Historia mody” Francois’a Boucher i „Moda kobieca XX wieku” Aliny Dziekońskiej-Kozłowskiej.

W kolejnych wpisach z tego cyklu będę rozwijać poruszone wyżej kwestie. Mam nadzieję, że znajdziecie tu dla siebie coś ciekawego.



niedziela, 15 września 2019

Teatr #1




W końcu wrzesień. A jak wrzesień to i kolejne spektakle w bydgoskim Teatrze Polskim. Zajrzałam do repertuaru i zobaczyłam, że … powrócił na scenę niesamowity spektakl Koniec miłości Pascala Ramberta (reżyseria Dorota Androsz). Miałam przyjemność oglądać tę sztukę już w poprzednim sezonie, ale cały czas wracam do niej myślami.


To jest dość wyczerpująca historia. Nieustannie zmusza do skupienia, bo tu każde słowo jest ważne. Każdy gest… Niesamowita gra aktorska Katarzyny Herman i Juliusza Chrząstowskiego. Są tylko oni i scena. I ich słowa… To nie jest dialog. To są dwa monologi. I człowiek wychodzi z takim przeświadczeniem, jak trudno jest rozmawiać z bliską niegdyś osobą. Jak destrukcyjny jest brak dialogu. Jakie to przykre, gdy kończy się miłość, gdy jest tylko żal i niezrozumienie. Jak nie ma nadziei na przełom, bo oni mówią do siebie, ale siebie nie słyszą… Skupiają się na tym, co oni chcą powiedzieć, a nie na tym, co ta druga osoba ma do powiedzenia…

Spektakl zdecydowanie polecam. Nie ma tu bogatej scenografii i charakteryzacji. Bo czasem wystrzałowa i co chwilę zmieniająca się scenografia jest zbędna. Wystarczą słowa. Bo to one są najważniejsze.

A jak wyjście do teatru to i odświętny ubiór. Bo dla mnie każda wizyta w teatrze to małe święto. Poniżej jeden z moich teatralnych wariantów ubraniowych.




piątek, 13 września 2019

Przepis #1



Bardzo prosty przepis na ciasto z owocami. Owoce mogą być mrożone lub świeże. Póki mogę zawsze wybieram świeże i zawsze śliwki :)

Składniki:

1,5 szkl. mąki pszennej

0,5 szkl. mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 łyżeczki cukru wanilinowego

0,75 szkl. cukru

4 jajka

125 g masła lub margaryny do pieczenia

ulubione owoce :)

Masło ucieram z cukrem na puszystą masę. Dodaję po jednym jajku. Stopniowo dodaję przesianą mąkę pszenną, proszek do pieczenia i cukier wanilinowy. Dodaję przesianą mąkę ziemniaczaną.

Masę (dość gęstą) przekładam do tortownicy.

Na wierzchu układam owoce i delikatnie wciskam je w masę. Owoce posypuję jeszcze odrobinę cynamonem, ale nie zawsze.

Piekę w piekarniku ok. 40 min. w temperaturze 180 stopni (do suchego patyczka). Nastawiam na termoobieg.

Po ostudzeniu posypuję delikatnie cukrem pudrem.

Smacznego :)

wtorek, 10 września 2019

Przeczytane #1


W sierpniu udało mi się zrealizować plan czytelniczy, który sobie założyłam przy okazji Wakacji z książką #5.

Sierpień to dwie pasjonujące lektury podróżnicze. Pierwsza bliższa mojemu sercu, czyli W bałkańskim kociołku. Opowieść o Bułgarii autorstwa Bożenny Iliev. To książka bardzo osobista, a przez to i bardzo emocjonalna. Recenzję tej książki możecie znaleźć tutaj


Druga książka podróżnicza to publikacja o Indonezji, a autorem jest Tadeusz Biedzki - Wyspy niepoliczone. Indonezja z bliska. Dla mnie to była egzotyczna lektura i przysłowiowa podróż palcem po mapie. Wiem, że do Indonezji nigdy się nie wybiorę z różnych powodów i tym bardziej cieszę się, że mogłam o niej trochę poczytać. A i zdjęć pięknych jest w sporo w tej książce. Recenzję przeczytacie tutaj.




Kolejna lektura to powieść Za głosem Kristen Lori Nelson Spielman. Książka może i napisana mało literackim językiem... dialogi może i niekiedy banalne... ale to książka o czymś ważnym. O potrzebie rozmowy. O sile słów. Tych wypowiedzianych, i tych przemilczanych. Więcej możecie przeczytać tutaj
Tę książkę można też było wygrać w zorganizowanym przeze mnie konkursie. To była druga konkursowa odsłona w ramach konkursu Cztery pory roku.




I ostatnia przeczytana w sierpniu książka to Tajemnica Pauliny Hoffmann autorstwa Carmen Romero Dorr. Nie wiem co takiego ma w sobie hiszpańska literatura, ale uwielbiam ją! Więcej przeczytacie tutaj


Jest jeszcze książka odsłuchana. To Lekcja martwej mowy Pawła Jaszczuka i klimatyczny Lwów, w którym dzieje się część akcji. O tym audiobooku możecie przeczytać tutaj


niedziela, 8 września 2019

Uszyte #2

Tydzień temu upalne lato, a dziś jesień. Ostatni dzwonek, żeby jeszcze w tym roku zaprezentować letnią spódnicę maxi. Oto najmłodsza w rodzinie. Na swój debiut w praktyce musi jednak poczekać do przyszłego lata. 




piątek, 6 września 2019

Uszyte #1

Spódnica maxi. Dla mnie najlepsza spódnica na lato. Co za tym idzie i najczęściej przeze mnie noszona. Niby wybór w sklepach duży, ale jak zwykle miałam problem ze znalezieniem takiej, która spełniałaby wszystkie moje oczekiwania. Albo wzory nie te. Albo rozcięcia za duże. Albo fason niekoniecznie mi odpowiadający... 

Poniższa spódnica to najprostsza spódnica świata, ale … swoją funkcję spełnia idealnie. A o to przecież chodzi :)






wtorek, 3 września 2019

A w Krakowie...

Tegoroczny urlop to między innymi Kraków. Zachwyciłam się tym miastem i wiem, że jeszcze nie jeden raz wybiorę się do Krakowa. Również dlatego, że nie wszystko zdążyłam zwiedzić. Kraków był naszym przystankiem (takim trochę dłuższym) w drodze na Słowację. Celem wakacji tym razem były Tatry Wysokie. Ale jakże cudowny i uroczy był ten przystanek! 


Nie mówię tylko o wspaniałej architekturze, o ciekawych zabytkach, o inspirujących wystawach, ale też o klimacie krakowskich ulic czy tym swoistym gwarze w licznych knajpkach. Tu widać życie. Tu słychać życie.


Nocowaliśmy w Hotelu Studenckim UJ. Byłam miło zaskoczona pokojem (był dopiero co po remoncie). To był też dobry punkt wypadowy. Generalnie po Krakowie chodziliśmy pieszo. Sporadycznie korzystaliśmy z komunikacji miejskiej. Autobusem podjechaliśmy do Fabryki Schindlera, a to dlatego, że nie dostaliśmy się na wystawę dnia poprzedniego. Gdy zobaczyłam tę kolejkę do kasy od razu zrozumiałam swój błąd. Nie zarezerwowałam wcześniej biletu, a warto to zrobić. Dlatego do Fabryki Schindlera następnego dnia już podjechaliśmy komunikacją miejską, aby zdążyć do jeszcze innych zaplanowanych miejsc.


Byłam bardzo zaskoczona tym, że kupując bilet do Muzeum Narodowego na wystawy stałe na tym samym bilecie mogę zobaczyć tyle ciekawych ekspozycji w tylu różnych lokalizacjach (i to nie tylko w Krakowie). Do tego bilet ważny jest trzy miesiące!

To była udana wyprawa, a to tylko przedsmak przed kolejnymi i kolejnymi :)




















Tu się stołowaliśmy. Bardzo smacznie. Bardzo czysto i przytulnie. Bardzo niedrogo :)

A tu spędzaliśmy wieczory. Byłam pod wrażeniem, jakie klimatyczne miejsce udało się stworzyć w tej byłej fabryce tytoniu. Rewelacyjnie wykorzystana przestrzeń. Nie straszy opuszczona fabryka, a jest miejscem spotkań i zabawy :)