poniedziałek, 3 października 2022

Przeczytane #38


Magdalena Idem, Manekin w peniuarze. Moda w II RP

Po przeczytaniu tej książki czuję ogromny niedosyt. Autorka poruszyła wiele problemów w tej niewielkiej publikacji, a każdy z nich potraktowała pobieżnie. Bardzo pobieżnie… Wolałabym, aby skupiła się na dwóch czy trzech wybranych tematach i każdy z nich rozwinęła nieco bardziej. Albo inaczej… wystarczyłoby, aby skupiła się wyłącznie na tytułowej modzie w II RP, a wszystkie poboczne tematy pozostawiła na inną publikację. Tak się nie stało.

Otrzymaliśmy zatem niewielką objętościowo książkę o inspiracjach modowych, krawcach i brygadzie singerek, o prasie kobiecej, o targach mody, o balach, o kawiarniach, o higienistkach, o domach mody. A wszystko powierzchownie. Tak, ta książka może być dobrym punktem wyjścia do dalszych poszukiwań, ale… mimo wszystko nastawiłam się na więcej tematów modowych.

Było jednak kilka smaczków, które zaintrygowały mnie ze względów regionalnych. Żnińska „Moja Przyjaciółka” oraz bydgoski „Wykwint i Moda”, wypierające obce żurnale.

Było nieco o jedwabiu z Milanówka oraz o wełnie z Leszczkowa. Kilka słów było o pokazach mody i o tym, co w głównej mierze decydowało o sukcesie kolekcji. Tu chodziło przede wszystkim o modę użytkową. Trzeba było stworzyć taką kolekcję, aby od razu po pokazie jak najwięcej kreacji sprzedać.

Kosmetyczki, a raczej higienistki i ich akcja propagandowa, jak należy dbać o higienę osobistą. To też interesujący temat, któremu można było poświęcić więcej miejsca, ale w oddzielnej publikacji.

Inspiracje modowe? Ten temat też nie został dostatecznie zgłębiony. Zaakcentowanie, że moda damska wzorowała się na modzie francuskiej, a moda męska – na angielskiej to jednak trochę za mało. Moda lat 20-stych w II RP to odwzorowywanie zagranicznych modeli. Tak, byliśmy modowymi papugami. Rodzimi projektanci wyłaniają się ze swoich pracowni nieco później. Pojawiają się oczywiście znane nazwiska, ale … znowu wszystko potraktowane jest pobieżnie.

Ogólnikowość. Tak mogłabym jednym słowem określić tę książkę. Prawdę mówiąc, po tym wydawnictwie spodziewałam się czegoś innego.



Ian Ona Johnson, Diabelski pakt

To jest dobra książka. To książka, której warto poświęcić czas. Nawet jeśli historia nie jest waszym konikiem to pamiętajcie, że ona lubi się powtarzać…

Ian Ona Johnson wykonał świetną robotę, a temat wybrał sobie arcyciekawy. Tajna współpraca niemiecko-rosyjska i wojskowość. To temat, który warto zgłębić. I wtedy odpowiedź na pytanie, dlaczego we wrześniu 1939 roku zaskoczyła wszystkich wojskowa potęga III Rzeszy nie będzie skomplikowana. Ano dlatego, że Niemcy miały za nic postanowienia Traktatu Wersalskiego. Na chwilę schylili głowy, ale swoje po cichu robili, by w końcu wziąć odwet za to upokorzenie. A jak w tym wszystkim znalazła się ówczesna Rosja? Należy pamiętać, że w tamtym czasie i Niemcy, i Rosja były krajami wyrzuconymi poza arenę międzynarodową. To musiało się tak skończyć. Oni po prostu byli na siebie zdani. To była współpraca nie z wyboru. To była współpraca z konieczności. Niemcy musieli mieć gdzieś swoje poligony i fabryki zbrojeniowe, a Rosjanie ciągle musieli gonić zachodnią technologię. Lepsza okazja nie mogła się trafić!

Co na to inne państwa? Chyba zbyt późno spostrzegli się, że taka izolacja nie prowadzi do niczego dobrego. Po kilku latach politycznego ostracyzmu zaproszono zarówno Niemcy, jak i Rosję na światową konferencję gospodarczą w Genui w 1922 roku. Tymczasem dla nich istotniejszy był układ z Rapallo, który podpisali w trakcie trwania tejże konferencji. Cóż to było za zagranie dwóch przegranych! Pomimo oburzenia innych państw nie zostały podjęte żadne kroki! A to układ z Rapallo zapoczątkował ścisłą współpracę wojskową Niemiec i Rosji. Niemcy tę sytuację wykorzystali znakomicie. Mało tego! Układ w Rapallo nie tylko regulował współpracę niemiecko-radziecką. Pokazał też, że próba manipulacji innych państw nie powiodła się – Rosja zrzekła się odszkodowań wojennych z I WŚ, które miały zapłacić jej Niemcy. Oni mieli już swoje plany i nadszedł czas, aby je w końcu zrealizować.

To nie było łatwe partnerstwo. Nie raz wisiało na włosku. Jednak było potrzebne i jednej, i drugiej stronie.

Jaka nauka płynie z tej historii? Nadmierne karanie może mieć zupełnie odwrotny skutek. Nawet jeśli czegoś nie można robić oficjalnie zostaje jeszcze ścieżka nieoficjalna. Jak to ma się do obecnej sytuacji? Odpowiedź jest raczej oczywista…





Agata Christie, Zagadka Błękitnego Ekspresu

Ruth Kettering i Katherine Grey. Dwie młode kobiety, które pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów. Ruth to jedynaczka znanego miliardera, z kolei Katherine to skromna dziewczyna, która odziedziczyła właśnie niewielki majątek. Obie podróżowały Błękitnym Ekspresem. Dla Ruth była to kolejna podróż, dla Katherine pierwsza. Jak miało się okazać, przypadkowa znajomość, przypadkowa kolacja, przypadkowa rozmowa, ale to właśnie Katherine jako ostatnia widziała Ruth żywą.

Dlaczego? Dlaczego zamordowano Ruth? Czy było to morderstwo na tle rabunkowym? Wszak Ruth w tę podróż zabrała niezwykle drogocenny naszyjnik, który podobno należał do carycy Katarzyny. Czy była to zemsta męża, z którym Ruth właśnie zamierzała się rozwieść? A rozwód dla niego oznaczał odcięcie od wielkich pieniędzy, co z kolei bardziej martwiło jego obecną kochankę, aniżeli jego samego. Czy może morderstwa dokonał kochanek Ruth znany z tego, że najpierw uwodził, a później okradał swoje ofiary? I gdzie podziała się osobista służąca Ruth, Ada Mason, która miała jej towarzyszyć podczas tej nieszczęsnej podróży?

Pytań wiele, świadków niewielu… Francuska policja najlepiej aresztowałaby męża zamordowanej. Miał motyw i podróżował tym samym pociągiem! Na szczęście do akcji wkracza niezawodny Herkules Poirot, który odrzuca wszelkie sugestie i stereotypy. Zadaje pytania i słucha odpowiedzi. Nie umknie mu żaden szczegół. Niezwykle pomocną okazała się Katherine Grey. W swoich zeznaniach podała wiele szczegółów, na które uwagę zwrócił jedynie Poirot. Poza tym była wyjątkowo obiektywna. Nijak nie była związana z ofiarą. Poznała ją przypadkowo tuż przed śmiercią. Nie miała zatem motywu, a morderstwo na tle rabunkowym w jej przypadku także nie wchodziło w grę.

Katherine Grey. Któż mógł przypuszczać, że ta podróż dostarczy jej aż tylu wrażeń, które będą miały swoją kontynuację nawet po tym, gdy opuści luksusowy Błękitny Ekspres i gdy powróci już do swojego spokojnego domu na prowincji. Ta skromna dziewczyna stała się ważnym świadkiem w nie tak małym śledztwie. Jej spokój i opanowanie, umiejętność słuchania i logiczne łączenie poszczególnych faktów w jeden ciąg pozwoliły ująć mordercę. Ale nie doszłoby do tego, gdyby nie zakochał się w niej pewien mężczyzna…

Dla tych, którzy lubią kryminały Agaty Christie to pozycja obowiązkowa. Dla tych, którzy lubią klasykę kryminału to pozycja obowiązkowa. Dla tych, którzy są ciekawi, jakie kryminały były wydawane niemalże 100 lat temu to pozycja obowiązkowa.

„Zagadkę Błękitnego Ekspresu” poznawałam w formie audiobooka, którego czytała Danuta Stenka. Jak zawsze zrobiła to wyśmienicie!



środa, 28 września 2022

monika olga szyje #59


Dziś sukienka, która po kilku krawieckich przeróbkach w końcu spełnia moje oczekiwania.

Gdybym miała określić jednym słowem jaki był cel tych przeróbek rzekłabym zasłonić.

W pierwotnej wersji sukienka wyglądała tak:


Po jej założeniu okazało się, że wszyscy mogą bez żadnego problemu pooglądać moją bieliznę (zarówno majtki, jak i stanik). Poza tym tasiemka mocująca górny brzeg koronki tak bardzo krępowała moje ruchy, że w tej sukience najwygodniej było stać i się nie ruszać...

Po przeróbce sukienka wygląda tak!


Wszystko co ma być pozakrywane jest zakryte. Efekt? Żadnego skrępowania! I dosłownie, i w przenośni. Do tego dekolt! Według mnie dołożenie tej koronki dało świetny rezultat! Przy okazji znowu nauczyłam się czegoś nowego, bo takie połączenie tkaniny i koronki z ubraniem wbrew pozorom do najłatwiejszych nie należało.



czwartek, 22 września 2022

Poezja z Bieszczadami w tle

"Jesień"

Jesienna szarość nad bezkresem Bieszczadów przysiadła,
Pomiędzy buki i zielone świerki znikąd się nagle zakradła.
Delikatną nicią pajęczyny pożółkłe źdźbła trawy złączyła,
Niebo nad górami zasnuła, świergot ptaków sobą uciszyła.

Wszystkie kolory lata gdzieś w tej szarej nicości zniknęły.
I blaski słoneczne nad burymi chmurami też się rozpłynęły.
I chociaż czasem jasny promień obłoki skłębione przebije,
To nie pokona nostalgii jesiennej, która wśród mgieł żyje.

I samotną ławeczkę, po cichu, radość istnienia też opuściła.
Smutna będzie stała i w ciszy będzie przed siebie patrzyła.
Nikt na niej nie przysiądzie, żadna dłoń się tutaj nie złączy.
Nikt czułych słów nie wypowie, złamanych serc nie połączy.

Szarość ją dzisiaj pokryje, chociaż wczoraj szczęśliwa była,
I widziała piękną namiętność, co zachwycona nas uwodziła.
Bo żadna myśl tu nie zmierza, żadne marzenie nie wędruje,
Żadna dusza nad nią się już nie unosi i świtu nie wyczekuje.

Bo to zły czas jest na uczucia, na zakochanych ust zbliżenia,
Na westchnienia gorące, na tęskne ku gwiazdom spojrzenia.
I chociaż na tej ławeczce cudowna miłość latem rozkwitała,
To we mgle i w ciszy Otrytu, dziś będzie jesiennie szarzała.



To wiersz pochodzący z tomiku „Takie Tobie… ciszą bieszczadzką pisane” autorstwa Jana Jerzego Stanka.

W tomiku znajdziemy 35 wierszy, a każdy z nich opiewa piękno bieszczadzkiej przyrody. W każdym z nim jest też tęsknota za minioną miłością.

W naszym życiu zachodzą zmiany, a piękno, urok i czar otaczającej nas natury pozostają niezmienne. Wszystko co się dzieje jest naturalną zmianą zachodzącą w świecie przyrody.

Wracając na bieszczadzkie szlaki dostrzegamy tę stałość i ciągłość mimo tego, że my już jesteśmy kimś innym.

A Bieszczady zachwycają niezależnie od wszystkiego i niezależnie od zmian zachodzących w naszym życiu.

Tęsknota… Ona też wyrywa się z tych wierszy. Tęsknota za utraconą miłością. Tęsknota za wspólnym czasem spędzonym na bieszczadzkich połoninach. Tęsknota za wspólną wędrówką po bieszczadzkich szlakach. Tęsknota za wspólnym odpoczynkiem na ławeczce. Teraz to są samotne wyprawy…

A Bieszczady? Są wciąż takie same. Zachwycają o każdej porze roku.

Będę wracać do tych wierszy nie raz. Nie tylko dlatego, że Bieszczadami i ja jestem zachwycona. W obcowaniu z poezją najwspanialsze jest to, że możemy wracać wciąż i wciąż do tych samych wierszy, a za każdym razem zachwyci nas coś innego. To nieustanne odkrywanie piękna strof…

Jestem przekonana, że jeszcze nie jeden raz podzielę się z Wami wierszem pochodzącym z tego tomiku.



poniedziałek, 19 września 2022

Jesień coraz bliżej

Kiedy na moim balkonie pojawiają się wrzosy to oznacza, że jesień jest już naprawdę blisko. Gdy idę do pracy przez park i obserwuję zmiany zachodzące w przyrodzie widzę, że jesień jest już naprawdę blisko. Gdy na ryneczku widzę dynie to oznacza, że jesień jest już naprawdę blisko. 


Kiedyś jesień była moją ulubioną porą roku. Teraz lubię każdą z nich i za każdą jestem wdzięczna. Tym bardziej, jeśli mogę czerpać z niej pełnymi garściami.

Jesień, szczególnie ta deszczowa i wietrzna to czas, w którym siłą rzeczy częściej przebywam w domu. Wojaże uskuteczniamy przede wszystkim podczas pogody bezdeszczowej. A że w domu nigdy się nie nudzę...

Odnawianie śmietnikowych mebli! To zajęcie, które ostatnio zajęło najwięcej mojego wolnego czasu. Malowanie mebli nie było skomplikowane, ale czasochłonne. Pokrowiec uszyłam dość szybko. Będę miała nowy komplet w kąciku czytelniczym :)





Ale... żeby nie było tak spokojnie idąc tokiem rozumowania co niektórych, okazało się, że zabierając stare i zniszczone rzeczy ze śmietnika jestem... złodziejem! Tak wynika z pewnego artykułu, który niedawno przeczytałam. Naprawdę zabranie rzeczy zniszczonej, którą ktoś wyrzucił na śmietnik to kradzież? Tyle się mówi o nadprodukcji i jej fatalnym wpływie na środowisko... To chyba dobrze, że dana rzecz jest nadal w obiegu? I jeszcze jedno: gdyby poprzedni właściciele trochę bardziej zadbali o stan tych rzeczy mogliby choćby za symboliczną kwotę je odsprzedać... Krzesło było w naprawdę fatalnym stanie, pufka prezentowała się nieco lepiej, ale i tak wymagała pracy, aby doprowadzić ją do porządku.

A na osłodę ... ciasto ze śliwkami. Tym razem nie czekoladowe, a budyniowe. Takie ciasto to zdecydowanie nasz ulubieniec września.


Wrzesień to też miesiąc, kiedy z szaf wyciągam świeczki i kadzidła. Lubię ten szczególny nastrój...




Jeszcze noszę letnie sukienki, choć już w zestawieniu z ciepłymi swetrami. Jednak powoli zmieniam garderobę na jesienno-zimową.

czwartek, 15 września 2022

Z Bydgoszczą i Bieszczadami w tle

Niebawem wyjaśnię o co chodzi, tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami i Bydgoszczy, i Bieszczadów. Zdjęcia jeszcze wiosenno-letnie, aczkolwiek marzą mi się jesienne Bieszczady.


























wtorek, 13 września 2022

Kulinarnie #59

Jesień zbliża się wielkimi krokami, co zauważalne jest też na ryneczku. Zawsze stawiamy na sezonowe warzywa i owoce, więc tym razem królują jeszcze pomidory (bardzo lubię właśnie te wczesnojesienne) oraz śliwki.

Jak są śliwki, to jest i ciasto!


Wyborny sok pomidorowy ze świeżo zmielonym pieprzem!

Nieśmiertelna pomidorowa na bulionie mocy i wczesnojesiennych pomidorach.


13 września i propozycja Marii Gruszeckiej - krupnik, sztuka mięsa z ogórkami, kuropatwy.

niedziela, 11 września 2022

Kiedy wakacje są już tylko wspomnieniem …

... to znaczy, że zaczął się rok szkolny. Wczoraj rozpoczęłam ostatni semestr. Trzymajcie kciuki!

Tymczasem kilka zdjęć z tegorocznych wakacji, których w dziennikach z podróży wcześniej nie publikowałam :)