środa, 12 maja 2021

Uszyte # 32

Tren. W modzie obecny od dawna. Tren to szyk i elegancja. Mnie chyba najbardziej urzekł ten w sukni secesyjnej z początku XX wieku. Tren rozłożysty... Tak, suknia miała wlec się po ziemi. W biodrach powinna być ściśle dopasowana do sylwetki, a dół powinna mieć szeroki i powłóczysty. Taki był ideał i do niego dążono. Około 1914 roku od trenu stopniowo odchodzono, aczkolwiek nadal był stosowany w sukniach wieczorowych. W wersji uproszczonej, ale jednak był. Kolejny okres, a więc lata 1915-1923 i kolejne znaczące zmiany w ubiorze. Wygoda, wygoda i jeszcze raz wygoda. Kobiety uaktywnione zawodowo musiały dostosować swój ubiór do wykonywanej pracy. Treny zniknęły, by powracać co jakiś czas wyłącznie w sukniach wieczorowych. A teraz?

A teraz suknie czy też spódnice z trenem są zarezerwowane przede wszystkim dla mody ślubnej. Tylko czy taki szykowny tren można ograniczać wyłącznie dla sukien ślubnych? Nie! Tren może doskonale sprawdzić się w wieczorowej toalecie niekoniecznie zarezerwowanej na ślub.

Tren ostatnio nieco mnie opętał. A raczej chęć zastosowania trenu w swojej garderobie. Na sukienkę z trenem na razie się nie odważyłam, ale spróbowałam swoich sił w uszyciu spódnicy z trenem. Przepadłam! Mimo tego, że spódnica ma kilka niedoskonałości skradła moje serce od pierwszej przymiarki. Choć gdybym szyła ją jeszcze raz na pewno zrezygnowałabym z podtrzymywaczy przy pasku...

Czekam na otwarcie oper i teatrów, abym mogła nieco "pozamiatać" :)










poniedziałek, 10 maja 2021

Kino #20

Poruszająca historia, która jest historią wielu rodzin. Reżyserka, Moonika Siimets, przenosi nas w lata 50-te. Estonia jest jedną z republik radzieckich. W kraju od dawna panoszy się komunizm i propaganda stalinowska. Wszelkie zachowania odbiegające od normy uznawane są za wrogą działalność przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Są jednak Estończycy, którzy pamiętają czasy niepodległej Estonii i którzy nie mogą pogodzić się z obecną sytuacją. Cóż jednak mogą zrobić, gdy jest ich garstka, a na dodatek krąży nad nimi widmo więzienia i wywózki na Syberię... Wystarczy donos, że ktoś śpiewa estońskie pieśni patriotyczne, że ktoś przechowuje w domu estońska flagę.... A jeżeli tym kimś jest była dyrektorka szkoły to trzeba działać skutecznie.




Leeloo (fenomenalna kreacja aktorska Heleny Marii Reisner) jest małą dziewczynką, kiedy po jej matkę przychodzą panowie w czarnym płaszczu. Jeszcze wszystkiego nie rozumie, ale pan w czarnym płaszczu już zawsze będzie wzbudzał w niej jedynie strach i niepokój. Ukradkowe rozmowy dorosłych, smutek w ich oczach, złorzeczenia i przekleństwa… Tylko tyle może zaobserwować Leeloo. Nikt nie tłumaczy jej tego, że mama stała się wrogiem narodu, że trzeba być ostrożnym w rozmowach z obcymi, że nie można chwalić się medalami tatusia, że mama prędko nie wróci. Jeśli w ogóle kiedykolwiek wróci. I nic tu nie ma do rzeczy czy Leeloo będzie grzeczna czy też nie. A tymczasem mała Leeloo marzy o tym, aby zostać pionierką, małą towarzyszką. I marzy o tym, aby w końcu iść do szkoły.

Feliks. Z pomocą i ogromnym wsparciem rodziny próbował normalnie funkcjonować po aresztowaniu żony. Opiekował się córeczką na tyle, na ile potrafił, choć wiedział, że matki nigdy jej nie zastąpi. Zachowywał wszelką ostrożność. Nie wypowiadał na głos swoich opinii. Nie krytykował władzy sowieckiej. Ale gdy nadarzyła mu się możliwość awansu i polepszenia warunków bytowych nie skorzystał z tego. Bo jedynym warunkiem otrzymania awansu było odcięcie się od wroga narodu, a to oznaczało rozwód z żoną. Feliks nigdy by się na to nie zgodził. A trzy lata po aresztowaniu Helmes umiera Stalin i zostaje ogłoszona amnestia!

"The Little Comrade" (Mała towarzyszka) to kino przepełnione emocjami. Moonika Siimets w piękny sposób przypomina dramatyczną historię. Tak właśnie niszczono człowieka. Tak raniono i rozbijano rodziny. Tak wzbudzano nieustający strach, czy jutro przypadkiem nie przyjdą po mnie lub po bliską mi osobę.



sobota, 8 maja 2021

Kino #19

W oczekiwaniu na nowy repertuar w moim ulubionym kinie wracam do filmów już obejrzanych. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami na temat jednego z nich...



Kiedy oczekiwanie na to, co nieuchronne przedłuża się w nieskończoność i .... staje się nieznośne. Lepiej już kogoś w końcu przejechać. A tata przestrzegał, że zawód maszynisty do łatwych nie należy... Kapitalne kino w wydaniu serbskiego reżysera i scenarzysty Milosa Radovica. "Dziennik maszynisty".

Ilija i Sima. Ilija wywodzi się z rodziny kolejarzy, w której zawód maszynisty dziedziczony był z pokolenia na pokolenie. Wraz z tym dziedzictwem kolejni maszyniści w rodzinie zwiększali liczbę (!) zabitych przez siebie ludzi. Tak. Byli mordercami, choć nie z własnej woli. Czasem wiedzieli, że już nic nie mogą zrobić, gdy na torach przypadkowo czy też nie znaleźli się ludzie. Doskonale wiedzieli, że nie zdążą zatrzymać pociągu. Nie są w stanie uniknąć zadania śmierci. Ilija w całym swoim życiu zawodowym zabił 28 ludzi! Zdołał ocalić tylko jednego człowieka i był nim właśnie Sima. Mało tego! Ilija nie tylko zapobiegł jego śmierci na torach. Dał mu coś więcej. Dał mu dom i tożsamość. Od teraz Sima nie jest już sierotą. W końcu ma ojca. Od teraz Sima nie jest już jednym z wielu bez żadnych perspektyw na przyszłość. Od teraz ma cel i możliwość osiągnięcia tego celu. Jest tak zafascynowany swoim przybranym ojcem, że nie wyobraża sobie innego zawodu aniżeli zawód maszynisty. Cóż z tego, że Ilija jest przeciwny. Chce ochronić chłopaka przed brzemieniem, które każdy maszynista prędzej czy później zaczyna dźwigać… Ale Sima nie poddaje się tak łatwo. I w swojej walce nie jest osamotniony. Ma wokół siebie wspierających wujków-maszynistów i ciotki…

Radovic stworzył doskonałe kino, które pozornie przedstawia jedynie obrazek z życia ludzi związanych z koleją. Czarny humor sprawia, że nawet tragiczne wydarzenia wywołują salwę śmiechu. Ale jest to śmiech przez łzy. Bo trauma po nieumyślnym zabiciu człowieka pozostaje na długo. Nawet jeżeli maszynista ma świadomość, że przecież nic nie mógł zrobić. Film zachwycił mnie tym, w jaki sposób reżyser wprowadził nas do hermetycznego świata serbskich maszynistów i ich rodzin. Nie ma wśród nich rodziny, która byłaby wolna od kolejowej tragedii. Nie pozostaje im nic innego, jak wspierać siebie nawzajem... Cokolwiek jeszcze się wydarzy…

Dla mnie ten film jest wartościowy z jeszcze jednego powodu Jest taka scena, kiedy niezwykle z siebie dumny Sima odbiera dyplom ukończenia szkoły. Rzecz jasna jest to szkoła kolejowa. Jest tak bardzo rozemocjonowany, że nie jest w stanie się uspokoić. Niestety jego entuzjazm nie udziela się Iliji, który jak zawsze jest powściągliwy i surowy. Ale Ilija robi coś bardzo ważnego. Mimo tego, że nie potrafi okazać emocji, nie potrafi przytulić Simy mówi mu, że jest z niego dumny! Czasem jedno zdanie jest o wiele więcej warte, niż tysiąc słów wypowiedzianych w emocjonalnej gorączce. Czasem wystarczy po prostu powiedzieć: jestem z Ciebie dumny. A wtedy dziecko ma mocne podstawy do tego, aby być świadomym własnej wartości. I może śmiało ruszać na podbój świata.



czwartek, 6 maja 2021

Kulinarnie #29

Leczo. Danie, które dawniej przygotowywałam bardzo często, a o którym ostatnio nieco zapomniałam. Można je serwować z makaronem, ryżem czy ziemniakami. Można je przygotować z mięsem albo w wersji wegetariańskiej. Wystarczą świeże warzywa: papryka, cukinia, marchew, pietruszka, cebula. Trochę przypraw: sól, pieprz, papryka słodka, majeranek, liść laurowy. Jeśli ktoś lubi pieczarki może dodać i podsmażone pieczarki. A do tego przecier pomidorowy. I oto jest! Danie gotowe.

Dziś było leczo z kiełbaską i makaronem. Coś czuję, że znów będzie częściej gościć na naszym stole. Tym bardziej, że bez żadnych problemów przygotowałam je w wersji bezglutenowej. Zajadali się wszyscy :)



wtorek, 4 maja 2021

Przeczytane #21

Kwiecień za nami. Jak zawsze był czas i na książki. I jak zawsze lektury były różnorodne :)




Stuart Turton i Demon i mroczna toń

Rewelacja! „Demon i mroczna toń” to powieść trzymająca w napięciu od pierwszej do ostatniej strony! Ale po kolei…

„Saardama”. To jeden ze statków należących do Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Wraz z sześcioma innymi statkami wypływa z portu w Batawii. Celem jest port w Amsterdamie. To będzie długa podróż, bo płynąć będę przez wiele miesięcy. To będzie niebezpieczna podróż, bo czyhają na nich piraci. A nawet jeśli piraci nie zaatakują, to może zrobić to sama przyroda. Wszak niebezpieczeństwo sztormu jest wielce prawdopodobne. To będzie podróż, która odmieni życie wszystkich pasażerów. Choć nie wszyscy są tego świadomi… Nie przez przypadek na pokładzie „Saardamy” znaleźli się oni: Jan Haan, Samuel Pipps, Sander Kers, Creesjie Jens czy Arent Hayes. Nad tym przeklętym rejsem kumulowała się jakaś mroczna siła od samego początku. Zanim statek opuścił port w Batawii ta mroczna siła ujawniła się. Ta mroczna siła nie kryła, że nie wszyscy dopłyną do portu docelowego. Tak, to było ostrzeżenie! Ale któż by się przejmował jakimiś zabobonami? Nie ma na tym świecie niczego, czego nie można by kupić. Wszystko ma swoją cenę i wszyscy mają swoją cenę. Czyżby?

Manipulacja. Nie ukrywam, że dla wymyślenia i przeprowadzenia takiej farsy trzeba nie lada fantazji, inteligencji, sprytu, odwagi i pieniędzy. Ogromnych pieniędzy. Ale gdy gra jest warta świeczki… ten, kto jest zdeterminowany nie cofnie się przed niczym. A tłumem najlepiej manipulować poprzez strach. Wystarczy zasiać ziarenko strachu, by zaczęło kiełkować. Wystarczy dać obietnicę spełnienia najskrytszych marzeń, by zyskać sprzymierzeńców. Wystarczy rozdawać karty i dobrze dobrać wspólników, by osiągnąć cel. Wystarczy przebranie, by stać się zupełnie kimś innym. Wraz z wypłynięciem z portu przedstawienie się zaczęło!

Demon. Ta siła nieczysta. Ta siła niszcząca. Ten książę ciemności. To wcielenie zła! To siła, której nie rozumiemy, której się boimy, przed którą uciekamy. Boimy się opętania. Boimy się działania złego ducha. Boimy się śmierci i zguby. Ale gdy wszystkie modlitwy zanoszone do Boga zawodzą… Demon był doskonałą przykrywką. I nieważne czy ktoś wierzy w duchy czy nie. Nieważne czy ktoś wierzy w demony czy nie. Wszyscy doświadczają zła. Zła, które pochodzi od demona. Zła, które pochodzi od ludzi.

Odwet. To właśnie chęć odwetu rodzi zło! Gdyby nie odwet nie byłoby tyle krzywdy, tyle zguby, tyle śmierci. Dopóki tego nie zrozumiemy, zła nie wyplenimy. A gdyby tak tę siłę, która pcha nas do odwetu skierować na coś dobrego? Czy to się może udać?

Strach. Strach to kolejna siła napędowa. Strach albo skutecznie nas przed czymś powstrzymuje, albo sprawia, że podejmujemy działania, których nigdy w życiu byśmy nie podjęli. Strach zniewala. Strach odbiera wolność. Strach odbiera logiczne myślenie. Strach wydobywa z nas to, co najgorsze…

I to wszystko znajdziemy w najnowszej powieści Stuart’a Turton’a. Jest mrocznie. Jest niebezpiecznie. Jest zagadka do rozwiązania. Są trupy. Są podejrzani. Są pułapki. Są tropy. A wszystko zgrabnie przyobleczone w słowa. To książka, po którą warto sięgnąć!





Ałbena Grabowska i Rzeki płyną, jak chcą

Wielka wojna i wielka miłość. Wielkie nadzieje i wielkie rozczarowania. Wielka polityka i wielkie oczekiwania. Wielkie marzenia i wielkie złudzenia. A w tym wszystkim one – panny Terechowiczówny. Klara, Amelka i Róża. Rozsądna, melancholijna i próżna. Mieszanka wybuchowa.

Ałbena Grabowska świetnie zobrazowała perypetie wszystkich bohaterów. A tych z każdym rozdziałem pojawiało się więcej i więcej. I choć autorka sięgnęła ponownie po motyw znany już ze „Stulecia Winnych”, absolutnie nie przeszkadzało mi w zaczytywaniu się w tej powieści. A o jakim motywie mowa? Dwie siostry i jeden mężczyzna… Siostrzana zazdrość, niespełniona miłość, iluzja szczęścia

Powieść skupia się przede wszystkim na panienkach z Niebielowa, ale w ich losy zostały doskonale wplecione istotne problemy. I jest ich niemało. Staropanieństwo i porządek zamążpójścia sióstr. Ałbena Grabowska przypomniała, że w owych czasach (a mówimy o czasach I Wojny Światowej) ta kwestia była dość zasadnicza. To problem pierwszy.

Chyba nikt w Niebielowie nie przypuszczał, że dożyje takich czasów. Właściciel majątku na wojnie (w wojsku rosyjskim), a we dworze zostały same niewiasty. Kto je będzie bronił w razie ataku? Kto będzie dworem zarządzał? Kto będzie podejmował decyzje? Czy na uczciwość zarządcy można liczyć? Zubożenie. To zubożenie wkradało się powoli i niepostrzeżenie. Aż w końcu trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Choćby ilość służby drastycznie się zmniejszyła. Ale nic to, Klara pracy się nie bała, zakasała rękawy i wykonywała czynności, których w normalnych warunkach w ogóle by się nie podjęła. Przecież jest panienką, a nie chłopką. Dlaczego tylko Klara przyjęła taką postawę? Przecież w domu były jeszcze dwie siostry… A no tak! To nie wypada! To problem drugi.

Trwa Wielka Wojna! Wojna, która wywróciła cały świat do góry nogami. Polacy na tę wojnę czekali. Wiązali z nią nadzieję wywalczenia niepodległości dla Polski. To nic, że teraz Polacy walczyli przeciwko sobie, bo byli zobowiązani zasilać szeregi wojsk zaborczych, ale … przecież tylko patrzeć, jak będzie formować się Wojsko Polskie… Ale Wielka Wojna przyniosła także wielkie zmiany w dotychczasowym postrzeganiu roli kobiety. Tak, teraz to kobiety coraz częściej przejmowały obowiązki mężczyzn. Ale nie tylko… Opuszczenie własnego miejsca zamieszkania i podjęcie pracy nie powinny już tak bardzo dziwić. Dlaczego więc mieszkanki Niebielowa były takie wstrząśnięte, kiedy Amelia poinformowała je o swojej decyzji? Tak, będzie teraz pielęgniarką w Szpitalu Ujazdowskim w Warszawie. Wszak jest wojna. A jak jest wojną są i ranni. I ktoś musi się nimi opiekować. Ale dlaczego Amelka? To problem trzeci.

Wojna zbliża się ku końcowi. Tak, Polska ma wielką szansę skruszyć kajdany niewoli i odrodzić się. Ale jaka to będzie Polska? Ta nowa Polska? Do kogo się przyłączyć? Kogo wesprzeć? Z kim sympatyzować? I najważniejsze, kiedy odkryć się ze swoimi poglądami?! To problem czwarty.

Ałbena Grabowska zasygnalizowała jeszcze kilka innych wątków, jak choćby ruch sufrażystek czy grypa hiszpanka.

Niewątpliwie to bogata w treści powieść. Powieść pozornie banalna. Ale pozory mylą :)





Erich Maria Remarque i Na Zachodzie bez zmian

To bardzo ważna książka. Książka, którą każdy powinien przeczytać. Mimo tego, że opowiada o losach żołnierzy gnijących wręcz w okopach podczas I Wojny Światowej ma wydźwięk uniwersalny. Bo każda wojna jest siłą niszczącą. Bo każda wojna zabija. Bo każda wojna jest konsekwencją decyzji politycznych. Bo każda wojna jest bezsensowna. Bo żadna wojna nie powinna znaleźć usprawiedliwienia…

Paul i jego koledzy. Poznajemy ich frontowe perypetie. Poznajemy ich myśli, ich emocje, ich strach, ich niepokoje. Obserwujemy ich we wszystkich możliwych sytuacjach: w okopach, podczas natarcia, podczas chwili odpoczynku, w koszarach, w lazarecie, na przepustce…

I niezależnie od tego w szeregach której armii służą, kibicowałam im. Kibicowałam, aby przeżyli! Aby powrócili do domów bezpiecznie i nieokaleczeni. Aby los znów dał im szansę na normalne życie, na zdobycie wykształcenia, na założenie rodziny… Chociaż oni już wiedzą, że są pokoleniem straconym.

To wojna zabrała im kilka jakże kluczowych lat życia. Byli od razu po szkole. Nie zdążyli zdobyć konkretnego zawodu i wykształcenia. Nie zdążyli poślubić żon. Nie zdążyli powołać na świat dzieci. Do kogo mają wracać z okopów? Do czego mają wracać z okopów? Nie mają żadnego zakotwiczenia w życiu. Co potrafią? Potrafią strzelać. Potrafią rzucać granaty. Potrafią zabijać.

Koleżeństwo. To koleżeństwo frontowe okazuje się najtrwalszym ogniwem łączącym. Bo tylko wspólne tak ekstremalne przeżycia potrafią złączyć ludzi nierozerwalną więzią. Chociaż nie… tę więź zrywa jedynie śmierć. A o nią nietrudno…

Wyobcowanie. Wyobcowanie poza frontem walk. I choć przepustki i urlopy są przez każdego żołnierza wyczekiwane nie przynoszą ulgi. Nie przynoszą ulgi ciału. Nie przynoszą ulgi duszy. Jedyny plus jest taki, że nie jest się tak narażonym na śmierć… Ale oni i tak nie należą już do tego świata, który znali, który zostawili w swoich miastach i miasteczkach, w swoich wsiach i wioseczkach. Bo nikt nie zrozumie frontowego żołnierza… Bo jak opowiedzieć słowami ten strach przez rozerwaniem przez granat? Ten strach przed postrzeleniem? Ten strach przed okaleczeniem na całe życie? Ten głód? To jedzenie spleśniałego i nadgniłego jedzenia? Te wszy panoszące się po całym ciele? Ten wieczny hałas? Te szczury zalegające w okopach? Ten bezsens? Tę straszliwą śmierć w wyniku użycia gazu? Tę konieczność zabijania? Bo jak ja nie zabiję tych z okopu naprzeciwko to oni zabiją mnie!

Nikt! Nikt tego nie zrozumie. A najbardziej irytujące są te dyskusje starszych panów przy stoliczku, z kuflem zimnego piwa w dłoni, z cygarem w zębach…. Jak oni mogą?! Jak oni mogą rzucać tak lekko: ruszcie się w końcu na tym froncie chłopcy… Jak im wytłumaczyć, że okopy na froncie to nie sanatorium…

Są ich setki tysięcy. Młodych żyć zgaszonych przedwcześnie. Młodych żyć poświęconych w imię polityki. Młodych żyć zamordowanych bez najmniejszego sensu. Są ich setki tysięcy. Straconych szans. Dramatów. Połamanych życiorysów…

Wojna nigdy nie prowadziła do niczego dobrego. Wojna nigdy nie będzie prowadzić do niczego dobrego. Zostawiam Was z tą refleksją.





B.A. Paris i Terapeutka

A więc stało się! Jest! Najnowsza książka B.A. Paris równie dobra (jeśli nie lepsza) jak „Za zamkniętymi drzwiami”!

Obłęd. Czyżby Alice popadała w obłęd? Miała przeprowadzić się do raju. Miała rozpocząć nowy etap swojego życia z nim, z Leo. Koniec weekendowego związku! Miało być tak pięknie. Nie wyszło z tego nic…

Skąd? Skąd w Leo taka niechęć do urządzenia parapetówki? Taka niechęć do zaproszenia gości. Wszak mieszkają na ekskluzywnym i kameralnym osiedlu. Osiedlu, które rządzi się swoimi prawami. Osiedlu, na którym sąsiedzi utrzymują koleżeńskie, a nawet przyjacielskie relacje. Alice tak bardzo zależało na tym, żeby zostać zaakceptowaną, żeby zostać przyjętą do grupy, żeby być częścią tego świata. Dlaczego? Dlaczego jednak wyczuwała barierę? Dlaczego Tamsin jej nie znosiła?

Paranoja. Czyżby Alice popadała w paranoję? Czyżby błąd z przeszłości znowu zawładnął jej życiem? Czyżby to jedno jedyne wydarzenie z przeszłości miało znowu wszystko zniszczyć?

Leo. Kim jest? Dlaczego tak dziwnie się zachowuje? Dlaczego rozmawia z sąsiadami za jej plecami? Dlaczego tak bardzo złości się na nią, gdy z dumą prezentowała przebudowę sypialni? Dlaczego to przed nią zataił?

Szaleństwo. Z pewnością popadłaby w szaleństwo, gdyby nie on. On istnieje naprawdę. On jej wierzy. On też próbuje dowiedzieć się prawdy. Działając wspólnie mogą osiągnąć cel. Mogą uczynić coś dobrego. A może nawet … będzie z tego coś więcej? Coś, na co Alice po cichu zaczynała liczyć.

Bach! A więc wszystko się wyjaśniło! Tylko nie tak, jak wyobrażała sobie Alice. Prawda okazała się zupełnie inna…

Jeśli macie ochotę na wciągający thriller, który co rusz będzie wprawiał Was w zdumienie to dobrze trafiliście. „Terapeutka” to doskonała uczta czytelnicza. O manipulacji, o wyrzutach sumienia, o trudnej przeszłości, o niepewności, o braku zaufania, o podatności na sugestie, o lekceważeniu wszystkich znaków alarmowych, kiedy górę biorą emocje. O zapędzeniu samego siebie w emocjonalny kozi róg. O braku krytycznego spojrzenia na własne myśli, uczucia, przekonania i konsekwencjach takiego zachowania. O zaślepieniu. O tym, jak niektórzy potrafią bardzo ranić, nawet tych najbliższych… I ważne pytanie: czy ludzie rodzą się złymi, czy zło rodzi się w ludziach? Słowem, thriller idealny! Dostałam wszystko, czego oczekiwałam.



niedziela, 2 maja 2021

Majówko witaj!

Tak, to miała być zupełnie inna majówka. Planowaliśmy wybrać się na Podlasie, ale ... Pozamykane hotele i miejsca noclegowe do 3 maja pokrzyżowały nasze plany. To powód numer jeden. Powodem numerem dwa okazało się moje zdrowie. A raczej powolne (bardzo powolne) dochodzenie do siebie po zabiegu. Myślałam, że szybciej się zregeneruję, ale nadal ledwo chodzę. Dlatego tegoroczna majówka to przesiadywanie. Przesiadywanie nad wodą. Przesiadywanie na polach. Tak długo, na ile pozwoli pogoda. Majówka zaczęła się bez słońca, ale też było miło... Książki jak zawsze nie zawodzą :)

Obserwacje


Miejsce byłoby przyjemne, gdyby nie te śmieci...

A w tych trzcinach odzywał się bąk

Przeczytane

Miejsce na ognisko byłoby idealne, gdyby nie śmieci...

Trochę koloru. Wszak biały to też kolor :)

Soczysta zieleń.

Znalezione po drodze.

Rodzina w komplecie

Spokój

Tylko młode pokolenie absolutnie się nami nie przejmowało

Kolejna lektura rozpoczęta

Fascynują mnie drzewa

I to też było piękne

Trochę intensywniejszego koloru też znalazłam

Po drodze

Lubię takie kapliczki i pomniki świętych

W drodze powrotnej do domu


piątek, 30 kwietnia 2021

"Kolejka"

Bardzo lubimy gry planszowe. Wszelakie. Gramy namiętnie w domu, w lesie, na balkonie… Często gry zabieramy ze sobą, gdy wyjeżdżamy. Bo może będzie niepogoda, więc z planszówką nudy nie będzie. Bo fajnie będzie wieczorami rozegrać sobie partyjkę niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.



Dziś kilka słów o „Kolejce”. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej grze. Postanowiliśmy sprawdzić. I powiem tak: dość długo przeleżała ta gra. Instrukcja nie jest zbyt przyjazna i trochę zniechęca, ale… jak już zaczęliśmy grać, to przepadliśmy.

Dla nas to powrót do dzieciństwa. Ta gra to wspomnienia. Naprawdę z wielkim rozrzewnieniem odkrywałam, co też znajduje się w asortymencie sklepów. Dla młodszych graczy to może być dobra lekcja z historii, jak to kiedyś było… A ta przeszłość przecież nie tak odległa. A dlaczego warto ustawiać się w kolejce do sklepu, w którym półki są puste? Dlaczego warto brać ze sklepu to, co jest, nawet jeśli nie ma tego na naszej liście zakupowej? A dlaczego warto odwiedzać bazar? A kto to jest spekulant i co on robi w kolejce?

Celem gry jest jak najszybsze skompletowanie swojej listy zakupów. Nie zawsze jest to łatwe. Jedno jest pewne. Zabawa przednia :)

Plansza. Już sama plansza jest ciekawa (i dobrze wykonana). A szarość podkreśla atmosferę tamtych lat… Pozostałe detale (pionki, listy zakupów, karty) też są wykonane bardzo estetycznie i aż zachęcają do gry. Tu nie ma nic zbędnego.

„Kolejka” to gwarancja dobrej zabawy.