wtorek, 19 stycznia 2021

Kulinarnie #21



Mój dzień z wolnowarem. Tak mogłabym zatytułować ten wpis. Tak, od niedawna (a dokładniej tygodnia) jestem posiadaczką wolnowaru. Czy szczęśliwą? Tak!

Dość długo zastanawiałam się nad tym zakupem. Początkowo myślałam o zakupie maszyny do pieczenia chleba, ale ceny takich sprzętów są dość konkretne. I w zasadzie służą tylko do jednej konkretnej czynności. Za to wolnowar daje już więcej możliwości. Kiedy więc decyzja zapadła, że jednak wolnowar zrodziły się kolejne pytania: jaki i za ile?

Wybrałam wolnowar marki Silvercrest za ... małe pieniądze. Tak, wiem. Tanie nie znaczy dobre, ale tu przekonały mnie dwa argumenty. Marka Silvercrest wcale nie jest taka zła. To po pierwsze. Wolnowar do wypróbowania. Jak często będę z niego korzystać? Co w praktyce będę w nim przyrządzać? Kiedy mi się znudzi? Dlatego przed wydaniem nieco większej sumy chciałam sobie potestować. To po drugie.

W wolnowarze zrobiłam już zupę, kisiel, chleb z mąki pszennej, schab pieczony, ciasto marchewkowe. I chleb z mąki kukurydzianej i ryżowej. Nie wyszło tylko to ostatnie. Pozostałe próby zakończyły się pomyślnie i mam ochotę na więcej :) Zdjęcia kulinarne nie sią moją mocną stroną i jak zawsze są mało efektowne, ale co tam! 

Kształt chleba może i nietypowy, ale smakuje dobrze :)

Chleb posypany rozmarynem.

A to już schab pieczony, któremu jak zawsze majeranku nie żałowałam.


niedziela, 17 stycznia 2021

Kosmetyczka #9


Kilka kosmetycznych nowości, których używam od pewnego czasu.

Zacznę od szamponu. Ostatnio skusiłam się na szampon od L'biotica BIOVAX. Tę markę znam i lubię, ale do tej pory stosowałam jedynie odżywkę do włosów. Wybrałam szampon micelarny z aktywnym węglem. Mimo tego, że nie jest to kosmetyk w 100% naturalny w tym przypadku przymknęłam na to oko. Szampon sprawdza się doskonale. Producent przekonuje, że szampon dogłębnie oczyszcza dzięki czemu możemy zauważyć takie efekty jak idealnie oczyszczone włosy i skóra głowy, lekkość włosów i ich odbicie od nasady czy naturalny połysk. Muszę przyznać, że większość tych efektów mogę potwierdzić. Najbardziej cieszy mnie to, że włosy są faktycznie lekko "uniesione" i nie przetłuszczają się tak bardzo. Mogę spokojnie myć włosy co drugi dzień, a nie codziennie jak w przypadku większości szamponów.




Baltic home spa od Ziaji. Nie wiem dlaczego znowu skusiłam się na kosmetyk tej marki. Składów rewelacyjnych nie mają. Akurat ten żel do najtańszych nie należał. Chyba padłam ofiarą manipulacji marketingowej... Choć z działania tego żelu byłam zadowolona. I myślę, że zakup ponowię najpewniej zaopatrując się w kosmetyki na jakikolwiek wyjazd. Dlaczego? Dlatego, że to żel 3 w 1 przeznaczony do mycia twarzy, ciała i włosów, a takie kosmetyki podczas wojaży sprawdzają się idealnie.




OnlyBio. Kiedyś kupiłam micelarny płyn do demakijażu tej marki i nie zachwycił mnie. Teraz wybrałam nawilżający płyn micelarny 3 w 1. Przekonało mnie kilka rzeczy. Kosmetyk jest w 99% ze składników pochodzenia naturalnego, jest w 100% wegański, jest 3 w 1, jest w szklanym opakowaniu i można go uzupełniać. Nie ukrywam, że kluczowym hasłem w tym przypadku było 3 w 1. Postanowiłam ograniczać ilość opakowań i szukać takich kosmetyków, aby tych opakowań (czy to szklanych czy plastikowych) było jak najmniej. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w praktyce. A z samego płynu jestem zadowolona, choć ...




... teraz szczególnie pilnuję tego, aby jako uzupełnienie pielęgnacji dwa razy w tygodniu peelingować twarz. A do tego procederu wybrałam oczyszczający peeling od Kruidvat Orginals. Zapach jest dość intensywny (drzewo herbaciane), ale to akurat mi nie przeszkadza. Póki co jestem zadowolona z efektów.




sobota, 16 stycznia 2021

Kraj nad Wisłą w moim obiektywie. Część 3.


Dziś przedostatnia część tego cyklu i momenty. To miejsca, w których bywam tylko przez chwilę i do których wracam tylko na chwilę. 

Lubostroń i pałac. Idealne miejsce na niedzielne spacery. Przekąsić co nieco też można w zależności od naszego wyboru: albo restauracja, albo piknik. Lubostroń odwiedzamy o każdej porze roku. 







Białystok. Jak na nasze coroczne podlaskie wyprawy do Białegostoku dotarliśmy dość późno. Byliśmy na kilka dni. Wracamy co jakiś czas, by leniwie pospacerować i po ogrodach pałacu, i po białostockim rynku. Gdy w Białymstoku jesteście latem, a lato jest upalne... nic tak nie gasi pragnienia jak buza :)









Roztocze. Tu zawsze jesteśmy tylko przejazdem. Czasem robimy przystanek trzydniowy, czasem zatrzymujemy się tylko na jeden dzień. 









Łódź. Jak to swego czasu śpiewał Maleńczuk: "nie chce wracać już do Łodzi, w Łodzi mu się nie powodzi...". A my uparcie wracamy. W Łodzi bywałam kilka razy. A to kilkudniowe szkolenie, a to majówka, a to wyjazd do łódzkiego teatru. I tak z doskoku tę Łódź poznaję...








wtorek, 12 stycznia 2021

Kraj nad Wisłą w moim obiektywie. Część 2. Zachwyty.


Kolejna odsłona i zachwyty. Uwielbiamy spędzać czas otoczeni przyrodą, ale lubimy też zwiedzać mniej lub bardziej zatłoczone miasta. Turystami jesteśmy zachłannymi i zawsze staramy się zobaczyć jak najwięcej. Nie snujemy się jednak bez wcześniej opracowanego planu, który oczywiście może ulec modyfikacji w zależności od bieżącej sytuacji. Gdy jest ładna pogoda do wielu miejsc próbujemy dotrzeć pieszo i spacerujemy po miastach, ile się da. Gdy jest niepogoda cały dzień praktycznie spędzamy w muzeach i galeriach (nie handlowych), które są położone niedaleko siebie, albo korzystamy wtedy z komunikacji miejskiej.

A gdy robimy sobie przerwę na obiad, aby wzmocnić się co nieco wybieramy w miarę możliwości lokalne dania. Gdyż ponieważ turystyka kulinarna też leży w kręgu naszych zainteresowań :)

Warszawa. Warszawę odwiedziłam po raz pierwszy będąc dzieckiem i zakochałam się w niej od razu. Gdy zdarzyła mi się okazja oddelegowania do pracy właśnie do Warszawy, skorzystałam z niej. I wtedy zaczęła się moja przygoda ze stolicą. Po powrocie do siebie Warszawę odwiedzałam wielokrotnie. Czasem były to weekendowe wyjazdy, a czasem tylko jednodniowe (np. do teatru). I ta przygoda trwa...

Prawie z lotu ptaka :)

A na rynku...

Warszawska starówka.

Widok z okna naszego pokoju.

Zastaw obowiązkowy :)



Lublin. Lublin też odwiedziłam będąc dzieckiem. I w tym przypadku było podobnie do przypadku warszawskiego. Zakochałam się w tym mieście. Urzekło mnie wszystkim. Jako dorosła osoba kilka razy wracałam do Lublina. Kwerenda w bibliotece? Żaden problem! To nic, że studiowałam w Bydgoszczy, która też ma dobrze wyposażoną bibliotekę. To nic, że o wiele bliżej miałam do Warszawy (do której na kwerendę zresztą też się udawałam). Przecież można i do Lublina :)

W drodze na zamek.

Ku Farze. Uliczka fotografów :)

Nieopodal zamku.

Jest i zamek.

Z bramy...


Przemyśl. Miasto kościołów. W Przemyślu znaleźliśmy się trochę przypadkiem. Wracając z Bieszczadów nie mieliśmy sprecyzowanych planów na drugi tydzień urlopu i stwierdziliśmy, że będziemy powoli bardzo wracać do domu. Bardzo powoli :) W Przemyślu postanowiliśmy spędzić dwa dni. Zrobiły się z tego cztery dni, a i tak opuszczaliśmy go z uczuciem niedosytu.

Kościoły...


A w oddali zamek.

Widok z zamkowej wieży.

Kościoły...



Sopot. Z całego Trójmiasta najbardziej przypadł mi do serca. Do Sopotu też najczęściej zaglądamy podczas naszych nadmorskich wypraw czy podczas naszej turystyki teatralnej. Nic to, że teatr jest w Gdyni. Czas wolny przed spektaklem i tak spędzamy w Sopocie :)

Molo.

Sopockie wille...



Znowu molo.



Kraków. W Krakowie byłam dwa razy. Jako studentka (objazd naukowy) i całkiem niedawno. To był wspaniały tydzień. Krakowem jestem zachwycona. Nie mówię już tylko o samej architekturze Krakowa, ale też o jego klimacie. Awangarda. Właśnie tak mi się kojarzy. Wiele mamy jeszcze w Krakowie do obejrzenia, więc za jakiś czas znowu pewnie do niego zawitamy.

Wawel.

Snując się uliczkami starego miasta.

Na krakowskim rynku.

Nie wiem czemu, ale lubię zaglądać w okna :)

Zmierzając na krakowski Kazimierz.

Międzymiastowa. Nie raz o tym pisałam. Świetne miejsce. To tu zazwyczaj spędzaliśmy wieczory :)