niedziela, 20 września 2020

Uszyte #20

Dziś sukienka w ponadczasowy wzór w ponadczasowych kolorach. Choć fason dość nieoczywisty. Brakowało mi takiej sukienki. Luźnej i dość szerokiej. Sukienki, w której będę czuć się dobrze nawet wtedy, gdy mój organizm postanowi być nieco dokuczliwy (opuchnięcia, wzdęcia i takie tam...). 

Dobrze jest mieć wtedy w zanadrzu taką sukienkę, która wiele ukryje :) Sukienkę, która będzie pasować i do bardziej sportowej stylizacji, i do bardziej klasycznej. Tu już wiele zależy od dodatków. 

Oto ona :)

Brakowało mi takiej sukienki.

Jak widzicie autoportret nie jest moją mocną stroną :)

Oto ona.

Póki postawiłam na takie dodatki.

Lubię takie połączenie.


piątek, 18 września 2020

Kino #14


Mieć czy być? Czy za wszelką cenę spełniać marzenia? Gdzie jest granica, której nie należy przekraczać? Czy można pogodzić miłość z wielkimi pieniędzmi? Czy wszystkich można kupić? Gdzie jest moje miejsce? Czy na pewno chcę należeć do świata, do którego aspiruję?

To tylko kilka z wielu pytań, które cały czas się przewijają. Czy to wypowiedziane wprost przez bohaterów, czy to pojawiające się w głowie widza po kolejnych obrazach.

A obrazami są scenki z życia głównych bohaterów. To film, który przemawia przede wszystkim obrazem. Słowa nie mają tu kluczowego znaczenia. Zresztą bohaterowie są bardzo skąpi w wypowiadaniu swoich uczuć i myśli. Nawet muzyka jest na dalszym planie. Wbrew temu, co sugeruje tytuł.

"Song to song". Piosenka za piosenką. To kapitalny film w reżyserii Terrence’a Malick’a. Przyznam szczerze, że wybierając się na seans nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Opis filmu sugerował, że będzie to historia o miłości z piosenką w tle. Była i historia o miłości. Były i piosenki. Ale nie jest to typowy amerykański film o miłości. Obsada gwarantowała jednak dobre kino. Ryan Gosling, Rooney Mara, Michael Fassbender (to trójka głównych bohaterów), Natalie Portman (pojawia się nieco później) i Cate Blanchett.

BV to chłopak z głową pełną pomysłów. Chce tworzyć muzykę, chce ją wydawać, chce na niej zarabiać i chce w końcu zostać zaproszonym do wielkiego świata artystów. Jedyne, czego mu brakuje to finanse, które pozwolą mu wydać pierwszy album. Wtedy z pomocą przychodzi Cook, który jest wpływowym producentem muzycznym. Bierze pod swoje skrzydła BV. Ale czy na pewno będzie wobec niego uczciwy? Czy naiwny i łatwowierny BV zdąży się zorientować na czas? Cook pod swoje skrzydła przygarnął również pewną młodą artystkę, Faye. Czy Faye dla korzyści materialnych zrezygnuje z prawdziwej miłości?

Ten film pokazuje smutną prawdę o współczesnym świecie. Pokazuje też zagubienie człowieka i jego rozdarcie między wartościami a pieniędzmi. Ostatnia scena, kiedy BV wraca do swojego rodzinnego domu to światełko w tunelu. Bo BV nie wraca dlatego, że nie odniósł sukcesu, a dlatego, że jako najstarszy syn musi wziąć odpowiedzialność za swoje młodsze rodzeństwo. I to jest dla mnie pocieszające. Potrafił dokonać słusznego (wg mnie) wyboru, choć nie był on łatwy.

Scena, która mnie najbardziej zaskoczyła to moment, w którym chór śpiewa „Zdrowaś Mario”. Gdy rozległa się ta modlitwa w języku polskim (!) przyznam, że byłam nieźle zdezorientowana.

"Song to song" to film pełen sprzeczności. To film niebanalny, choć poruszający banalny temat – miłość i pieniądze, uczciwość i zdrada, marzenia i ograniczenia. Do jakiego momentu można udawać, że wszystko jest w porządku?

Moi współtowarzysze mówili zgodnym głosem, że film był … nudny. Ależ jaka ta nuda była piękna!



wtorek, 15 września 2020

Uszyte #19

Dziś znowu maseczki, a raczej maseczkowe wariacje... Odkąd w moim miejscu pracy obowiązuje nakaz noszenia maseczek przemieszczając się po firmie szukam najlepszego rozwiązania. Otóż sytuacja wygląda tak, że pracując przy swoim biurku maseczkę mogę zdjąć. Idąc do innego działu, kuchni czy toalety muszę ją zakładać. Powiedzmy, że teraz już trochę się przyzwyczaiłam, ale i tak zdarza mi się wracać do biurka, bo tam została moja maseczka! A gdyby tak mieć coś takiego...? Który wariant wybieracie?



Wariant numer 1

Wariant numer 2


sobota, 12 września 2020

Jesienna odsłona balkonu

W związku ze zbliżającą się wielkimi krokami jesienią u mnie już nowa odsłona balkonu. Małe przemeblowanie (czyli inne ustawienie tych samych mebli), nowe kwiaty (oprócz niezniszczalnych komarzyc) i ... na jesienne poranki i popołudnia (a czasem nawet wieczory) na balkonie jestem gotowa. Niewielkie zmiany, a cieszą :)





Jedna z tych niezniszczalnych...





Sklonowałam komarzycę. Mam nadzieję, że wyrośnie...


Letni balkon prezentował się tak...





piątek, 11 września 2020

Kulinarnie #16

Śniadanie prawie mistrzów. Dziś tarta (bardzo krucha) z karmelizowanymi szalotkami. Do tego awokado przyprawione pieprzem. I voila! Inauguracja sezonu cebulowego...







poniedziałek, 7 września 2020

Dziennik z podróży #6

Kocham takie widoki

To ostatni wpis o naszej urlopowej wyprawie (wcześniejsze posty możecie znaleźć tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj). Dziś krótkie podsumowanie...

Tegoroczny urlop był do ostatniej chwili pod znakiem zapytania z wielu powodów. Niejasna sytuacja w pracy, bo coś się w końcu ruszyło... i ogłoszenie czerwonej strefy w nowosądeckim. A to właśnie tam planowaliśmy jechać po wcześniejszym odrzuceniu podróży poza granice naszego kraju. Jednak pojechaliśmy i ... to był wspaniały urlop

Przede wszystkim byliśmy zachwyceni każdym miejscem, do którego docieraliśmy. Zakochałam się i w Krynicy-Zdroju (Beskid Sądecki), i w Magurskim Parku Narodowym (to już Beskid Niski). Urlop spędziliśmy tak jak lubimy najbardziej, a więc było różnorodnie. Było aktywne spędzanie czasu (w większości na rowerze), było zwiedzanie muzeów (jedno w Krynicy-Zdrój, a drugie w drodze powrotnej w Jędrzejowie oraz skansen w Nowym Sączu). Był dzień górskiej włóczęgi. Było smakowanie lokalnych specjałów.

Rower to jest świat.

Kartki z wakacji tym razem wysyłaliśmy z Miasteczka Galicyjskiego.

Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie i zegary słoneczne.

Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie
Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie


Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie

Spotkania na trasach rowerowych :)

Wędrujemy...

Nie ma to jak pożywna zupa i wzmacniająca herbata po wejściu na szczyt.

Lokalne napitki.


Pyszne pierogi łemkowskie w najdziwniejszym schronisku świata.

Z uwagi na pandemię unikaliśmy tłumów jak tylko mogliśmy. Wieczorami rezygnowaliśmy z przesiadywania w knajpkach. Zresztą gospodarze willi, w której wynajmowaliśmy pokój zadbali o to, aby można było miło wypocząć także na dworze na terenie posiadłości.

W takim pokoju aż miło się wypoczywa.

I ten widok z okna...

Bezwzględnie przestrzegaliśmy obostrzeń, w tym noszenie maseczek także na zewnątrz (mimo upałów). Tu muszę dodać, że zdziwiło mnie, iż zdecydowana większość ludzi także podporządkowywała się wytycznym.

Zamaseczkowana.

Turystka 2020.

Mimo pewnych ograniczeń i sporych niepewności absolutnie nie żałujemy decyzji o wyjeździe.

sobota, 5 września 2020

Przeczytane #13


Sierpień nie był zbyt obfity w lektury. Podczas urlopu zawsze czytam mniej, niż zazwyczaj. A to dlatego, że urlop zawsze spędzamy aktywnie. Czy to buszujemy na rowerowych przejażdżkach, czy to wędrujemy po górskich szlakach, czy to zwiedzamy intensywnie miasta. A wieczorami ... rozkoszujemy się letnimi wieczorno-nocnymi spacerami. Jak widzicie mimo wielkiego zmiłowania do książek podczas urlopu schodzą one na dalszy plan.

Dlatego w sierpniu przeczytałam tylko dwie książki i odsłuchałam dwa audiobooki.

Mam dylemat z „Dylematem”. Pomysł ciekawy, ale… Było trochę nudno. Zbyt dużo powtórzeń. Choć jestem w stanie zrozumieć, że gdy ktoś ma poważny dylemat nie potrafi myśleć o niczym innym, tylko w kółko o tym samym... Po więcej zapraszam tutaj.


Perypetie Pana na Wisiołach prześladowały mnie już od jakiegoś czasu. Gdy w bibliotece w moje ręce wpadł audiobook to był znak, że czas na przygodę z rodziną Smutów. Tym razem zaczęłam od środka, czyli od tomu drugiego. A gdy usłyszałam głos Rocha Siemianowskiego wiedziałam, że jego interpretacja będzie idealnym dopełnieniem powieści... Więcej znajdziecie tutaj.


Nie masz biurka? Jesteś nikim w urzędniczej hierarchii. A generał Arkadij Lwowicz Dulczykow biurko miał i za nic w świecie nie odda go nikomu. Bo biurko to koryto. Koryto, które potrafi dobrze wykarmić. A co z tego, że nieuczciwie… Przez jeden dzień towarzyszymy naczelnikowi w ważnym resorcie. Jeden dzień, a bilans tego dnia przyprawia o zawrót głowy. I Dulczykow. Poruszający się mistrzowsko w gąszczu hipokryzji, zakłamania, okradania. Łapówka, przykrywka, biurko. Przysługa, łapówka, biurko. Łapówka, łapówka, biurko. Zawsze biurko. Niezmiennie. Dulczykow ani na chwilę nie przestaje myśleć o swoim biurku. Dochodzi do takiego uwielbienia dla biurka, że tylko myśląc o nim potrafi odczuć pełne spełnienie. Nawet, gdy mowa o spełnieniu czysto fizycznym. Takiej rozkoszy jak owe biurko nie daje mu nawet apetyczna sekretarka, która doskonale wie, co należy do jej obowiązków pozaregulaminowych. Ale powtarzając za dziewczyną: a co mi za różnica… Fakt, nie ma żadnej różnicy… Więcej przeczytacie tutaj.


Tak, skusiła mnie ta książka. Skusił mnie opis od wydawcy. Skusiło mnie hasło HIMALAJE w tytule. Początkowo byłam trochę rozczarowana tą książką, ale później z każdą stroną było coraz lepiej... Po więcej zapraszam tutaj.