piątek, 31 stycznia 2020

Kino #4




„Pan T.” w reżyserii Marcina Krzyształowicza, bo o nim dziś mowa, to kino nieoczywiste. To kino, w którym nieustannie przeplatają się dwa światy. Ten wyimaginowany przez pisarza, i ten rzeczywisty. Nierealny i realny. I szara rzeczywistość Warszawy lat 50.-tych. To film przepełniony czarnym humorem i ciętą ripostą.

To czasy ciężkie i trudne. Miasto dopiero co podnosi się z ruin, ale … Pałac Kultury i Nauki, ten dar Związku Radzieckiego już dominuje nad otaczającymi go budynkami. A ten, kto choćby myśli o wysadzeniu go w powietrze jest niespełna rozumu. Czyżby?

Bo takie myśli krążą po głowie Pana T. Ale nie, nie jest on wariatem. Powiedziałabym raczej, że jest jak najbardziej normalny. A zachować normalność w tak absurdalnym świecie to nie lada wyczyn. Pan T. jest także odważny. Ma odwagę powiedzieć „nie”. I nie boi się ponieść konsekwencji swojego „nie”. Nawet wtedy, gdy cena jest bardzo wysoka…

Bo jaki los czeka pisarza w kraju, w którym żadne wydawnictwo nie chce wydawać jego powieści? W przypadku Pana T. nawet nie chodzi o to, że cenzura notorycznie odrzuca jego teksty. One do cenzora nawet nie trafiają. A żyć trzeba. Dobrze, że są chociaż korepetycje. Choć i one bywają kłopotliwe… A mieszkać gdzieś trzeba. Dobrze, że jest dom literatów. Choć dla utrzymania pokoju w domu literatów należy coś wydawać… Są jeszcze rauty i bale. To okazja to spotkań towarzyskich z innymi pisarzami. Choć prowokatorów i pracowników UB wszędzie pełno… Pan T. pogrąża się w niemocy. Każdy dzień wygląda tak samo. Każda noc wygląda tak samo. Czy pojawi się jakaś iskierka nadziei na odmianę?

Pan T. silnie nawiązuje do postaci Leopolda Tyrmanda, choć na początku filmu możemy przeczytać wzmiankę o tym, że film nie jest oparty na żadnej biografii. Ale ten film ma jeszcze jednego bohatera. To Warszawa tamtych lat.

Nie mogę przemilczeć świetnej obsady: Paweł Wilczak (Pan T.), Sebastian Stankiewicz (Filak, chłopak z prowincji marzący o karierze dziennikarza, który póki co od UB otrzymał inne zadanie), Wojciech Mecwaldowski, Jacek Braciak, Jerzy Bończak (jako Bolesław Bierut bełkoczący przemówienia, ale… potrafiący zaskoczyć), Katarzyna Wranke, Andrzej Zieliński (epizod, ale jakże wymowny), Wiktor Zborowski, Barłomiej Topa, Mariusz Bonaszewski (też epizod, ale nie byle jaki), Przemysław Bluszcz (Przyjaciel? Prowokator?), Tomasz Sapryk, Jan Nowicki, Jacek Fedorowicz, Michał Urbaniak (ach ten jazz), Kazimierz Kutz, Leszek Balcerowicz, Sławomir Orzechowski, Wojciech Wysocki czy Katarzyna Gniewkowska.

To był bardzo udany seans.




wtorek, 28 stycznia 2020

Szukając śladów...




Czekam na marzec z niecierpliwością. Dlaczego? Ano dlatego, że w marcu wybieram się z przyjaciółką do Warszawy. Będziemy zwiedzać, zwiedzać i zwiedzać… Dla mnie to nie nowość. Dla niej tak. Dlatego chciałabym zaplanować coś ciekawego i niesztampowego. Kilka lat temu zwiedzałam Warszawę z „Przewodnikiem po powstańczej Warszawie”. I tym razem szukam motywu przewodniego. Macie jakiś pomysł?

A wcześniej było tak…

Przewodnik autorstwa Jerzego Majewskiego i Tomasza Urzykowskiego kupiłam jakiś czas temu jako pamiątkę z Muzeum Powstania Warszawskiego. Niby o Powstaniu Warszawskim wiedziałam wiele, ale w przewodniku znalazłam sporo ciekawych informacji, które do tej pory nieco mi umykały. Nie mówiąc już o tym, że odszukiwanie miejsc, w których nasze dziewczęta i nasi chłopcy z biało-czerwonymi opaskami powstańczymi na ramieniu stanęli do walki o wolność swoją, swoich rodzin i przyszłych pokoleń ma w sobie jakiś … czar, jakąś … magię.

Nie jestem warszawianką, moja rodzina pochodzi z zupełnie innych terenów Polski, w Warszawie mieszkałam zaledwie kilkanaście miesięcy, a kroczyłam po jej ulicach z „Przewodnikiem po powstańczej Warszawie” w dłoni i nie mogłam opędzić się od sentymentów. Tak, to była bardzo sentymentalna wycieczka.

I niech toczą się dyskusje, czy 1 sierpnia 1944 roku warto było rozpoczynać Powstanie, czy nie to warszawiakom walczącym, pomagającym walczącym i tym, którzy ponieśli konsekwencje mimo braku zaangażowania w powstanie, należy się pamięć i szacunek.

Przewodnik bogaty jest nie tylko w treść. Znajdziemy w nim wiele zdjęć Warszawy dawnej, Warszawy powstańczej i Warszawy współczesnej, gdzie do dziś widoczne są ślady po stoczonych niemal siedemdziesiąt sześć lat temu walkach.

Przewodnik podzielony został na rozdziały, z których każdy opowiada o konkretnym rejonie. I tak zaczynamy od Starówki, by przez Śródmieście Północne, Śródmieście Południowe, Powiśle, Czerniaków i Mokotów dotrzeć na Ochotę, Wolę, Powązki, Żoliborz i Pragę…


Z przewodnika: Po wojnie w zewnętrzną ścianę świątyni wmurowano fragment gąsienicy wraz z tabliczką informującą, że pochodzi ona z "goliata", który tu właśnie eksplodował. Nie jest to prawdą, bowiem gąsienica ta pochodzi z innego pojazdu gąsienicowego, służącego do przewożenia ładunków wybuchowych, który eksplodował 13 sierpnia obok domu przy ul. Kilińskiego 1, przechodząc do historii jako tzw. czołg - pułapka.

Gąsienica wmurowana w ścianę katedry. Warszawa.

Z przewodnika: Spacerując uliczkami Starego Miasta trudno sobie wyobrazić, że sześćdziesiąt lat temu przecinały je barykady. Wzniesione z płyt chodnikowych, beczek, skrzyń, z czego się tylko dało - zapory te miały pomóc żołnierzom Powstania w obronie staromiejskiej dzielnicy. Barykady budowano również na Krzywym Kole.

W drodze do Arsenału

Z przewodnika: Od 10 sierpnia w dawnym pałacu Raczyńskich - przed wojną mieszczącym Ministerstwo Sprawiedliwości, podczas okupacji zaś Deutsches Obergericht, czyli oddział najwyższej instytucji sądowej w Generalnym Gubernatorstwie - działał, największy na Starówce, Centralny Powstańczy Szpital Chirurgiczny nr 1. (...) Sale operacyjne mieściły się w piwnicach. 2 września esesmani nakazali ewakuację szpitala w ciągu kwadransa. Rannych, którzy nie mogli opuścić budynku o własnych siłach, rozstrzelali, po czym oblali ciała benzyną i podpalili. Zamordowali wówczas kilkaset osób. 


Nadal widoczne ślady po walkach.

Z przewodnika: Drapacz chmur Prudential stał się bohaterem najsłynniejszego zdjęcia z czasów Powstania. Fotografia ta jest dziś rodzajem ikony, bezbłędnie kojarzonej ze zrywem warszawian w 1944 roku. Szesnastopiętrowy gmach już 1 sierpnia zajęli żołnierze z Batalionu "Kiliński". (...). Na dachu budynku zawisła, widoczna z oddali, biało-czerwona flaga.

Ślady, które pozostawiły po sobie kule.



Z przewodnika: W piwnicy Domu Wedla schroniło się wielu mieszkańców kamienic zburzonych w sąsiedztwie. W opustoszałym sklepie na parterze bawiły się dzieci. (...)  W liście do autorów z 1998 roku pani Halina Geber napisała, że 4 i 6 września 1944 roku w kamienicy Wedla zginęło wiele osób. Pod ostrzałem zawaliło się skrzydło gmachu od strony ul. Górskiego.

Gmach Poczty Polskiej.


Z przewodnika: Niezwykłą pamiątką powstańczą jest przerdzewiały karabin maszynowy, wmontowany w boczną elewację świątyni Matki Boskiej Częstochowskiej - Patronki AK przy ulicy Zagórnej. Kościół zbudowano w latach siedemdziesiątych XX wieku tam, gdzie we wrześniu 1944 roku Powstańcy walczyli ramię w ramię z żołnierzami 1. Armii WP. Świątynia stała się rodzajem panteonu Armii Krajowej.

Gmach Banku Polskiego.
Zz przewodnika: Budynek dawnego Banku Polskiego przetrwał do naszych dni w postaci ruiny. W latach sześćdziesiątych rozebrano znaczną część jego kamiennych murów od strony obecnego rogu Bielańskiej i Trasy W-Z. Pozostałe, po wielu perturbacjach, dopiero w ostatnich latach uzupełniono, starając się zachować styl budowli. Na ocalałych fragmentach ścian widać ślady po eksplozjach i pociskach. Większość z nich powstała w 1944 roku, choć nie brak tu i pamiątek z oblężenia Warszawy we wrześniu 1939.

I przewodnik.


niedziela, 26 stycznia 2020

A kiedy znów będą wakacje...

... ruszę w Polskę. Bardzo lubię zwiedzać miasta. W tym roku zastanawiam się między Wrocławiem a Katowicami. A tymczasem wspominam wyprawy do Lublina, Warszawy, Krakowa, Przemyśla, Białegostoku...

Lublin. W drodze na zamek.

Jedna z wielu uroczych lubelskich uliczek.

Lublin.

Lubelskie kamienice.

Zawsze, gdy jestem w Lublinie robię zdjęcie tej ulicy.

Moja ukochana Warszawa.

Bardzo lubię to zdjęcie.

Warszawski gwar.

Musiałam zrobić to zdjęcie.

Tłumy w oczekiwaniu na spektakl.

A w Krakowie ...

Rewelacyjne miejsce!

Na krakowskim rynku.

W poszukiwaniu słodkości...

Krakowska ulica.

Dworzec w Przemyślu.

Przemyśl. Zauroczyło mnie to miasto.

Przemyśl. Miasto świątyń.

Przemyśl.
Pałac Branickich w Białymstoku.


W Białymstoku.

Białostocki ratusz.

Białostocka cerkiew.

Białystok. Ostatni spacer.


piątek, 24 stycznia 2020

Birdwatching #3


Rok 2019 należał zdecydowanie do włochatki. Tak. Ta sowa opętała wręcz mojego męża. A właściwie chęć znalezienia tejże sowy w Puszczy Bydgoskiej. Zaczęło się od pytania, czy to w ogóle możliwe? Później przyszedł czas na poszukiwania. Poszukiwania nocne. Poszukiwania o zmierzchu. Poszukiwania o brzasku. A później...

Zobaczcie sami :)

wtorek, 21 stycznia 2020

Kino #3



13. Sputnik nad Polską już za nami.  A przynajmniej dla mieszkańców Bydgoszczy. W tym roku ze względu na obowiązki zawodowe mogłam wybrać się jedynie na wybrane seanse wieczorne.

"Pewnego razu w Trubczewsku". To film Larisy Sadiłowej. W niewielkim prowincjonalnym mieście mieszka ona i on. Sąsiedzi. Ona dzierga ubrania i przeróżne akcesoria i co jakiś czas rusza w świat, aby je sprzedać. On jest kierowcą tira. Ona zawsze jeździ do Moskwy. On do Rostowa. Ale to tylko wersja oficjalna. Nieoficjalnie to zawsze jest ich wspólna podróż. Ich czas. Przychodzi jednak taki moment, że romans wychodzi na jaw. Jak się zachowają? Jakie decyzje podejmą? To oszczędne w formie kino, ale bardzo bogate w treść. Można udawać, że nic się nie stało, ale to zawsze będzie tylko udawanie. I zawsze wydarzy się coś, co o zdradzie będzie przypominać... To też film o tym, jak co niektórzy notorycznie uciekają od odpowiedzialności. A miłość to nie tylko pocałunki i miłe słowa. To też odpowiedzialność za człowieka, którego rzekomo się kocha...



"Niedziela". Swietłana Proskurina postanowiła opowiedzieć widzom, jak wygląda niedziela Dmitrija Tierechowa. To tylko jeden dzień z całego tygodnia. Niedziela. Dla wielu to czas odpoczynku i czas poświęcony rodzinie. Ale nie dla głównego bohatera. Sprawy, sprawy, sprawy. Rozliczenia. Podejmowanie decyzji. Umówione wcześniej spotkanie ze znajomymi. Szybkie spotkanie z matką swojego dziecka. Koperty. Koperty. Koperty. Ale ta niedziela zaczęła się inaczej, niż zwykle. Zaczęła się fatalnie. I tak też się skończyła... To film o samotności, o pogubieniu, o zabieganiu w sprawach mało istotnych. I o zgubnym wpływie zachwianej hierarchii wartości.


"Wysoka dziewczyna". To film wzruszający. To film wstrząsający. Pod koniec ubiegłego roku napisałam, że filmem roku jest dla mnie "Joker". Wiem, że jest dopiero styczeń, ale "Wysoka dziewczyna" to dla mnie film roku 2020. Więcej przeczytacie tutaj


niedziela, 19 stycznia 2020

Wystawa #1


Tym razem nie w muzeum, nie w galerii, a w bibliotece. Z okazji setnej rocznicy powrotu Bydgoszczy do Macierzy bydgoska biblioteka zorganizowała wystawę „Sto lat u siebie. Zabytki piśmiennictwa polskiego w zbiorach bydgoskiej książnicy”. A zabytki nie byle jakie. Najważniejszym (szczególnie z okazji obchodzonego święta) wydaje się oczywiście rękopis „Roty” Marii Konopnickiej. Ten unikat trafił do biblioteki w Bydgoszczy w 1935 roku, a starania o to czynił ówczesny dyrektor tej instytucji, dr Witold Bełza. Rok później, w 1936 roku, biblioteka wzbogaciła się o kompozycję muzyczną Feliksa Nowowiejskiego, którą napisał właśnie do wiersza Konopnickiej.

Oprócz tego na wystawie można zobaczyć pierwodruki czy też najwcześniejsze wydania wybranych utworów Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Juliana Ursyna Niemcewicza, Henryka Sienkiewicza, Stefana Żeromskiego, Gabrieli Zapolskiej, Juliana Tuwima czy też wspomnianych już Marii Konopnickiej i Feliksa Nowowiejskiego.