czwartek, 30 kwietnia 2020

Wschód słońa...

Podlasie. Bardzo polubiliśmy. Wracamy tak często, jak to tylko możliwe. Marzy nam się Podlasie zimą i może w końcu kiedyś to marzenie spełnimy. Tymczasem znamy Podlasie wiosenne i letnie.

To wędrówki leśne. To włóczenie się (z przewodnikiem) po rezerwacie. To poznawanie historii tegoż miejsca. To rowerowe przejażdżki. To podziwianie przyrody przemieszczając się kajakiem. To smakowanie podlaskiej kuchni. To chłonięcie wszystkiego maksymalnie.

A najbardziej lubimy wschody słońca. I dziś kilka zdjęć autorstwa mojego męża. Gdzieś między Teremiskami a Białowieżą...

Autor R. Kurowski


Autor R. Kurowski

Autor R. Kurowski

Autor R. Kurowski

Autor R. Kurowski

Autor R. Kurowski

Autor R. Kurowski


wtorek, 28 kwietnia 2020

Karkonosze...


Pierwszy raz w Karkonosze zabrała mnie moja przyjaciółka. I od tamtej pory wracałam tam niejednokrotnie. Zawsze wyśmienicie spędzałam czas zarówno po polskiej stronie gór, jak i po czeskiej.

Tak mi się zebrało na wspomnienia. Bo już wiem, że w tym roku gór raczej nie zobaczę...















niedziela, 26 kwietnia 2020

"Czarnobyl. 4 dni w kwietniu."



Cztery dni dezinformacji. Cztery dni niepewności. Cztery dni pytań bez odpowiedzi. Cztery dni braku decyzji. Cztery dni potajemnych i dyskretnych poleceń przekazywanych najbliższej rodzinie. Cztery dni poszukiwania rzetelnych informacji. Cztery dni strachu. Cztery niebezpieczne dni. Nawet bardziej, niż radioaktywność chmury, bo… przecież można było zadziałać sprawniej, szybciej, skuteczniej. Można było poinformować obywateli o stanie zagrożenia. Można było o wiele szybciej podać jod w odpowiedniej dawce. To wszystko można było zrobić, gdyby ze strony Związku Radzieckiego w odpowiednim czasie była podana odpowiednia informacja. Ten informacji nie było. I przede wszystkim na tym skupia się rewelacyjny spektakl w reżyserii Janusza Dymka.

Przez cztery dni towarzyszymy profesorowi Zbigniewowi Jaworskiemu, którym w owym czasie pracował w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie. To on został członkiem Polskiej Komisji Rządowej ds. Skutków Katastrofy w Czarnobylu. To on podjął decyzję o podaniu dzieciom płynu Lugola. W tamtym momencie, dysponując tamtymi danymi, ta decyzja wydała mu się słuszna i właściwa. Ale podanie płynu Lugola to nie jedyne działanie, które chciał przeforsować. Z uwagi na skalę niebezpieczeństwa optował za odwołaniem pochodów pierwszomajowych. Cel miał jeden: chronić obywateli… Towarzyszymy trenerowi Ryszardowi Szurkowskiemu, który przygotowywał polskich kolarzy do prestiżowego Wyścigu Pokoju w Kijowie. Wyścig Pokoju nie został odwołany mimo tego, iż niektóre reprezentacje wycofały swój udział. Szurkowski nie mógł się sprzeciwić decyzji władz. A decyzja była jedna: jechać. Mimo potencjalnego zagrożenia. Mimo wszystko. Przez te cztery dni towarzyszymy pracownikom i pacjentom warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. A także polskim korespondentom prasowym w Moskwie, którzy próbują zdobyć informacje wszelkimi możliwymi sposobami. Tymi oficjalnymi i tymi nieoficjalnymi. Zżymają się wręcz, że zamiast informować świat o tym, co najważniejsze i najistotniejsze w tej chwili zdają relacje z przygotowań do hucznego jak zawsze fetowania Święta Pracy.

A wszystkich (lub niemal wszystkich) łączy strach. Strach o siebie. Strach o swoich najbliższych. Strach, który nasila się z każdą godziną. Bo o niepokojąco wysokiej radioaktywności zaczynają informować i inne stolice europejskie.

O świetności tego spektaklu decyduje nie tylko pokazanie tematu katastrofy z czterech różnych perspektyw i oddania atmosfery tamtych dni, ale też wyśmienita obsada aktorska: Leszek Lichota, Zbigniew Zamachowski, Urszula Grabowska, Cezary Morawski, Marek Włodarczyk, Anna Radwan… Dla mnie ten spektakl bezsprzecznie należy do Leszka Lichoty oraz Zbigniewa Zamachowskiego.

Katastrofa w Czarnobylu wydarzyła się w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku…

środa, 22 kwietnia 2020

Kulinarnie #9

Gulasz. Gulasz to potrawa, którą bardzo lubimy i którą dość często przyrządzam w różnych wariantach. Tym razem gulasz z mięsem z indyka. I jak zawsze marchew, pietruszka, papryka, pieczarki, cebula, sos pomidorowy i przyprawy... Dużo przypraw. 



Kiedyś pisałam o tym, że moją ulubioną przyprawą, którą namiętnie dodaję do wielu dań jest majeranek. A tym razem gulasz z dodatkiem... mięty!

A zainspirowała mnie do tego procederu przeczytana już jakiś czas temu książka naszej blogowej koleżanki. Kolejne przepisy z "Bałkańskiego kociołka" póki co czekają na swój czas :) Więcej o książce możecie przeczytać tutaj. Znajdziecie w niej bardzo dużo ciekawych treści.


A Wy skąd czerpiecie kulinarne inspiracje?

niedziela, 19 kwietnia 2020

monika olga szyje #9

Temat cały czas na topie. Maseczki, maseczki, maseczki... Coraz więcej maseczek. Mogę powiedzieć, że uruchomiłam produkcję taśmową :) 

Jutro wracam do pracy, więc będę wychodzić z domu o wiele częściej, niż przez ostatnie dwa tygodnie. Dlatego zadbałam o zwiększoną ilość maseczek wielorazowych. Jak często należy je zmieniać? Zdania są podzielone. Ja zamierzam jak najczęściej... 

Ostatnio uszyte są klasyczne. Czysta biel :) Wcześniej były TAKIE




środa, 15 kwietnia 2020

Kino #6

Gdy sala kinowa mojego ukochanego kina jest zamknięta nie pozostaje nic innego, jak zorganizować sobie kino domowe. I ostatnio tak właśnie było. Tym razem obejrzeliśmy "Parasite"...

Parasite. Pasożyt. To tytuł południowokoreańskiego filmu w reżyserii Joon-ho Bong'a. Dwie rodziny. Mąż, żona, córka, syn. I na tym podobieństwa się kończą. Jedni mieszkają w luksusowej willi, drudzy w slumsach. Jedni prowadzą dostatnie życie, drudzy ledwo wiążą koniec z końcem. Ale… jedni są doskonałymi aktorami i manipulatorami, a drudzy dają się wodzić za nos jak małe dzieci. I tym razem jest odwrotnie.

Bo to ci biedniejsi wykazali się sprytem, brawurą, pomysłowością, zaradnością i błyskotliwością. Opracowali doskonały plan i realizowali go krok po kroku. Mieli silną motywację. Najpierw syn. Otrzymał posadę korepetytora córki tych bogatych. Okazało się, że posiada nie tylko umiejętność posługiwania się językiem angielskim, ale potrafi też wyśmienicie wykorzystywać nadarzające się okazje. I tak wkręcił do pracy swoją siostrę. Pozostali jeszcze rodzice. Szkopuł w tym, że stanowiska, które mogli objąć w bogatym domu są już zajęte. Więc tu należało zawalczyć nieco inaczej. Ale ich już nic nie mogło zatrzymać. Tak bardzo pragnęli odmienić swój los. Tak bardzo pragnęli mieć choć namiastkę luksusowego życia. Życie złudzeniami im nie przeszkadzało. Mało tego! Byli dumni z siebie, że udało im się zmanipulować rodzinę Parków.

Można mieć pieniądze, można uczyć się w dobrych szkołach, można robić karierę zawodową, można obracać się w wyśmienitym towarzystwie, można otaczać się drogimi przedmiotami, ale … można też mieć inteligencję życiową i doskonale dostosowywać się do sytuacji. I tę inteligencję posiadała wesoła rodzinka zamieszkująca piwnicę. Udawanie ludzi z innego świata przyszło im lekko, ale i tak zdradzał ich … zapach. Dosłownie. Bo mogli przebrać się w swoje najlepsze ubrania. Mogli przybierać rozmaite pozy, aby być wiarygodnymi w tym, co robią. Mogli nauczyć się wielu nowych rzeczy niezbędnych do nowych ról, które zdecydowali się odgrywać. Ale nie mogli odżegnać się od świata, do którego tak naprawdę należeli. I ten zapach zawsze będzie im o tym przypominał.

Upokorzenie. Najbardziej odczuł to ojciec, który dzięki pomocy dzieci przechwycił posadę kierowcy w bogatym domu. To on rozsiewał ten niechciany zapach biedy najintensywniej. To on miał najwięcej sytuacji, w których odczuwał, że jest gorszy, że nim się brzydzą. To on najczęściej odczuwał upokorzenie. I nastąpił moment, w którym to upokorzenie popchnęło go do zbrodni…

Ale zanim to nastąpiło okazało się, że ten bogaty dom skrywa jeszcze jedną tajemnicę.

„Parasite” to świetne kino, choć nie ma tu szczęśliwego zakończenia. A wniosek nasuwa się jeden i nie jest on zbyt optymistyczny. Ale jest sporo zabawnych sytuacji, jest mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji, jest dużo śmiechu, jest i gorzka refleksja. To kino nieoczywiste. Z pewnością to kino warte obejrzenia.



poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Święta, święta, święta…

Choć inne, niż zazwyczaj to też dobre. Kameralne. Nasze. Cieszymy się spokojem. Jeszcze odpoczywamy. Bo nie wiadomo, kiedy do pracy wrócimy na pełnych obrotach, a wtedy trzeba będzie pracować ze zdwojoną siłą. Tak sobie przynajmniej myślę.

Poniedziałek wielkanocny to oczywiście Śmigus-dyngus. Dziś polewają chłopacy, jutro odwet biorą dziewczyny. Tak pamiętam to z dzieciństwa... Kiedy beztrosko całymi gromadami biegaliśmy do ostatniej suchej kurtki :) W tym roku akcja #zostańwdomu pewnie co niektórym jeszcze bardziej nie w smak. Wszak panny na wydaniu mają rok w plecy :)

Ale Śmigus-dyngus to nie tylko polewanie wodą. To też okładanie się wierzbowymi gałązkami, aby odpędzić wszystkie choroby, a przejąć nową moc. I ta nadzieja, że przychodzi nowe ... życie.

W tym roku nie było czuwania przy Grobie Pańskim, nie było Święconki, a Msza Św. tylko on-line. Ale było uroczyste śniadanie wielkanocne, była modlitwa, było słuchanie pieśni pasyjnych i wielkanocnych, był ten nastrój, bo stworzyliśmy go sobie sami. 

Tulipany jak zawsze.

Nasze śniadanie. A raczej jego część.

Postaraliśmy się...

Obowiązkowy mazurek.

Czas na herbatę.

Zamiast żurku...

Chwila dla siebie.

Moja świąteczna stylizacja.

I jeszcze dodatki.


Wczoraj było tyle słońca, że sięgnęłam po kapelusze.


Z chwilą, gdy przyjechali jedni z sąsiadów o spokojnym czytaniu na balkonie już nie było mowy.

Dziś przywitał nas deszcz i ochłodzenie. Aby nie zmarznąć na balkonie sięgnęłam po ciepłą piżamę...

… choć święta nie te.

Po raz kolejny z ciekawością przewertowałam tę książkę.
Spokojnego dnia :)