piątek, 30 kwietnia 2021

"Kolejka"

Bardzo lubimy gry planszowe. Wszelakie. Gramy namiętnie w domu, w lesie, na balkonie… Często gry zabieramy ze sobą, gdy wyjeżdżamy. Bo może będzie niepogoda, więc z planszówką nudy nie będzie. Bo fajnie będzie wieczorami rozegrać sobie partyjkę niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.



Dziś kilka słów o „Kolejce”. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej grze. Postanowiliśmy sprawdzić. I powiem tak: dość długo przeleżała ta gra. Instrukcja nie jest zbyt przyjazna i trochę zniechęca, ale… jak już zaczęliśmy grać, to przepadliśmy.

Dla nas to powrót do dzieciństwa. Ta gra to wspomnienia. Naprawdę z wielkim rozrzewnieniem odkrywałam, co też znajduje się w asortymencie sklepów. Dla młodszych graczy to może być dobra lekcja z historii, jak to kiedyś było… A ta przeszłość przecież nie tak odległa. A dlaczego warto ustawiać się w kolejce do sklepu, w którym półki są puste? Dlaczego warto brać ze sklepu to, co jest, nawet jeśli nie ma tego na naszej liście zakupowej? A dlaczego warto odwiedzać bazar? A kto to jest spekulant i co on robi w kolejce?

Celem gry jest jak najszybsze skompletowanie swojej listy zakupów. Nie zawsze jest to łatwe. Jedno jest pewne. Zabawa przednia :)

Plansza. Już sama plansza jest ciekawa (i dobrze wykonana). A szarość podkreśla atmosferę tamtych lat… Pozostałe detale (pionki, listy zakupów, karty) też są wykonane bardzo estetycznie i aż zachęcają do gry. Tu nie ma nic zbędnego.

„Kolejka” to gwarancja dobrej zabawy.








środa, 28 kwietnia 2021

Kulinarnie #28

Sznycel wiedeński czy schabowy? Prawdę mówiąc dla mnie te dania różnią się tym, że sznycel wiedeński serwuję z jajkiem sadzonym, a schabowego nie. Oryginalny sznycel wiedeński powinien być z cielęciny, ale cielęcina na naszym stole nie gości zbyt często. A sposób przygotowania i schabowego, i sznycla wiedeńskiego jest u mnie taki sam: rozbity plaster mięsa oprószam solą i pieprzem, obtaczam w mące, później w jajku, a na koniec w panierce i smażę ... Niezależnie od tego, czy na talerzu ląduje dodatkowo jajko sadzone czy nie bardzo lubimy takie danie z dwoma dodatkami: smażona cebulka i kapusta kiszona...



Kiszonki. Te bomby witaminowe! Te naturalne probiotyki! Czekamy na sezon ogórkowy. Wtedy kiszone ogórki będą domowej roboty. Mój mąż jest w tym mistrzem :) Póki co ratujemy się kupną kapustą kiszoną.

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Książki na Majówkę #1

Patrząc na to, co dzieje się za oknem (od czasu do czasu nawet prószy śnieg) nie mam złudzeń. Pogody na majówkę nie będzie. To oznacza, że to będzie zaczytana majówka. Bardziej, niż zwykle :) A jeśli tak, to poniżej polecam kilka książek. Mam nadzieję, że znajdziecie coś ciekawego dla siebie...

Zdjęcie zrobione w listopadzie!


Sylwia Frołow, Antonówki. Kobiety i Czechow

Wydawnictwo Czarne
Od wydawcy:

Dokądkolwiek wyjeżdżał, zawsze w pierwszej kolejności odwiedzał trzy miejsca: świątynię, cmentarz i dom publiczny. Lubił prostytutki, lubił aktorki, śpiewaczki, pisarki – a uchodził za pięknego mężczyznę. Chyba żaden inny pisarz nie cieszył się tak powszechnym uwielbieniem kobiet. Większość życia spędził jednak w stanie kawalerskim, zapewniając wszystkich, a zwłaszcza ukochaną siostrę Marię (która mówiła: „Swoje życie poświęciłam bratu”), że nigdy się nie ożeni. Kiedy to zrobił – trzy lata przed śmiercią – zaprzyjaźniony Iwan Bunin uznał ten krok za samobójstwo.

„Kobieta może stać się przyjacielem mężczyzny tylko w tej kolejności: z początku dobra znajoma, potem kochanka, a potem dopiero przyjaciel” – twierdził bohater „Wujaszka Wani”, doktor Michaił Astrow, a w rzeczywistości sam Czechow. Oficjalnie uznany za przyjaciela kobiet, dla tych, które go kochały, potrafił być okrutny i niesprawiedliwy.

Sylwia Frołow wydobywa z cienia wielkiego pisarza swoje bohaterki, które jednocześnie były bohaterkami jego utworów. Bo nie ma pisarza Czechowa i nie ma człowieka Czechowa bez kobiet. Nie na darmo Płatonow powiadał: „Mężczyzna bez kobiety jest jak parowóz bez pary!”.



Ben Creed, Miasto duchów

Wydawnictwo REBIS
Od wydawcy:

Są zbrodnie, które będą was dręczyły latami

Obezwładniający mróz, przerażająca zbrodnia i glina, który zamienił skrzypce na pistolet

Wojenna przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Rewol Rossel, niegdyś świetnie zapowiadający się skrzypek, przed którym otwierała się wielka kariera, obecnie jest milicyjnym śledczym w Leningradzie.

Pewnej przeraźliwie mroźnej nocy zostaje wezwany do koszmarnej zbrodni. Na przecinających las torach kolejowych znaleziono pięć starannie, wręcz pedantycznie ułożonych zwłok. Dochodzenie okazuje się najtrudniejszym ze wszystkich, które Rossel dotychczas prowadził. I najbardziej niebezpiecznym. Prowadzi go najpierw do muzycznych kręgów miasta, a w końcu aż na sam Kreml, szczyt czerwonej władzy.

W którym z tych światów ukrywa się zabójca…?

Pięć zmasakrowanych ciał porzuconych na torach kolejowych to początek niesamowicie wciągającej powieści dziejącej się w stalinowskiej Rosji, w scenerii mroźnego Leningradu. Misternie skonstruowana intryga, wyraziste postacie. Absolutnie genialne!- Vincent V. Severski




Vladislav Vancura, Kapryśne lato

Wydawca Agora SA
Z noty wydawniczej:

Mariusz Szczygieł poleca:

W ospałym czeskim miasteczku o najzwyczajniejszych rzeczach mówi się barokowymi zdaniami. Wypowiada się je najczęściej w wodzie. Dowcipna powiastka, jak twierdził autor, choć pozbawiona akcji. Opowiada o trzech dniach lata i ma w sobie tę przyjemną czeską ironię, na jaką zasłużyły drobnomieszczaństwo i małomiasteczkowość. Książka – literacki eksperyment z 1926 roku – zawiera zdanie, jakie umie powtórzyć każdy wykształcony Czech: „Ten rodzaj lata wydaje mi się trochę niefortunny” i oczywiście powtarza, kiedy lato sprawia mu zawód.

Film Menzla jest osiągnięciem reżyserskim, ponieważ dwie wielkie gwiazdy czeskiego kina udało mu się wciągnąć do wody. Brodskiego, który się wody bał, i Hrusinskiego, który się jej brzydził.




Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie

Wydawnictwo Znak
Od wydawcy:

Wiesław Myśliwski jest twórcą przywracającym wiarę w sens i wartość prawdziwej literatury. Jego powieści wynikają z głębokiej wewnętrznej potrzeby wyrażenia – i równocześnie poznania – prawdy o ludzkim losie, przeznaczeniu, przemijalności, pamięci, miłości, sensie istnienia.

O tym – choć nie tylko o tym – mówi jego najnowsza powieść "Ostatnie rozdanie", kolejne prozatorskie arcydzieło, na które czekaliśmy kilka lat. Myśliwski publikuje rzadko, pisze długo, zgodnie z przeświadczeniem, że „pisać książki powinno się dopiero, gdy człowiek naprawdę czuje, że nie ma już żadnego innego wyjścia (…), wtedy kiedy jest się przekonanym, że ma się coś naprawdę do powiedzenia komuś drugiemu”.

"Ostatnie rozdanie" to dzieło „totalne”, które chce objąć całość ludzkiego doświadczenia, dotknąć tajemnicy bytu. Jest zachętą do myślenia, nie poucza, nie moralizuje i nie ocenia. Pokazuje życie z jego dobrymi i złymi stronami. To powieść filozoficzna i wielowymiarowa, której tematem jest człowiek i ludzki los zawieszony między przypadkiem a koniecznością. Perfekcyjnie skonstruowana, zachęca do lektury wielokrotnej – przy każdej pozwalając odkryć jej nowe wymiary i perspektywy. Żywioł opowieści sprawia, że czytelnik zatapia się w niej i oddaje się jej zniewalającemu nurtowi.



Radka Franczak, Serce

Wydawnictwo Marginesy
Od wydawcy:

Zmiana, o której myślisz, przychodzi niespodziewanie.
Wcale nie tak, jak chciałaś.
Ale zawsze prowadzi cię do miejsca, w którym chcesz być najbardziej.

Młoda dziewczyna z Polski jedzie z chłopakiem do Szwajcarii – chce poznać świat, zarobić pieniądze, wyrwać się z nijakości. Wika trafia do podupadłej rezydencji nad Jeziorem Genewskim, gdzie mieszkają tylko dwie kobiety – matka i córka. Ma pomóc w pracach domowych i zaopiekować się starzejącą się Shirley. Trzy kobiety spotykają się w momencie, kiedy ich życie zmieniają wydarzenia, na które nie mogły być gotowe. Podróż młodej Wiki okazuje się być podróżą w głąb siebie, wprost do swojego serca i jego największych pragnień.

Radka łączy fotografie i słowa w emocjonalną historię o młodej dziewczynie z Polski, która jedzie za granicę zarobić pieniądze. I konfrontuje się tam z całym swoim życiem. To piękna książka o tym, że miłość jest potrzebna nie tylko po to, żeby żyć, ale też żeby umrzeć. Agnieszka Smoczyńska, reżyserka filmu „Córki dancingu”

Gdyby "Serce" było filmem, byłoby to kino drogi. A mam przed sobą książkę drogi. Wrażliwej, delikatnej i mądrej autorki, która łagodnie i z wdziękiem pisze o wstępowaniu w dojrzałość. Kibicuję Ci Radko! Katarzyna Grochola

Proza, która porusza nie tylko wizją artystyczną pisarki, ale też mądrością życiową. To pisanie osobiste i jednocześnie uniwersalne, z wielką wnikliwością i wrażliwością. Daniel Odija




John Gascoigne, Tajemnice południowego Pacyfiku

Wydawnictwo Bellona
Od wydawcy:

Książka opisuje wyprawy morskie Jamesa Cooka i jego wielkie odkrycia geograficzne. Zderzenie cywilizacji europejskiej i kultur odkrywanych przez Cooka ludów Pacyfiku niosło wiele napięć i nieporozumień. Jednak wzajemne poznawanie się, przekazywanie sobie wiedzy i ustalenie form koegzystencji doprowadziło do rozwoju handlu egzotycznymi towarami, rozbudziło też fascynację morzami południowymi, której ulegały kolejne pokolenia badaczy i podróżników.

Dramatyczny kres wypraw i śmierć Cooka podczas jednej z nich położyły się cieniem na niewątpliwych osiągnięciach badawczych. Pamięć o Cooku jest jednak po dziś dzień żywa i w metropolii, i na odkrytych wyspach.




Wojsław Brydak, Poste restante

Wydawnictwo REBIS
Od wydawcy:

Nadzwyczajna powieść przesiąknięta klimatem trzech zupełnie różnych miast: Rzeszowa, Krakowa i Sopotu. Idealna dla czytelników kochających twórczość Pilcha i Myśliwskiego.

Rzeszów, naznaczony austro-węgierską Galicją; wyidealizowany Kraków sprzed wojny; wreszcie Sopot w roli przyczółka przyszłości. Nadzieje i rozczarowania pojawiające się przy akompaniamencie raz modlitw, a kiedy indziej fraz Johna Coltrane’a.

Ta historia to zagadka „małych ojczyzn”, do których jedni tęsknią, a inni uciekają z nich w popłochu. Zagadka odchodzenia. I miłość – ta najciekawsza, która spełnia się w niespełnieniach.

Brawurowy debiut powieściowy autora przekładów Fitzgeralda, Rushdiego i Allena!




Vladimir Nabokov, Lolita

Wydawnictwo DaCapo
Od wydawnictwa:

Nabokov pisze w jedyny sposób, w jaki należy pisać o ekstazie. John Updike

Niebywale liryczna i przezabawna książka. Time

Jedyna przekonująca historia miłosnego tego stulecia. Vanity Fair

Nabokov, uduchowiony geniusz (…) żarliwie wierzył, że sztuka to „gra bogów”, a przyjemność obcowania z nią płynie z możliwości śledzenia kolejnych ruchów tej gry wraz z artystą. Suday Times




Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu

Państwowy Instytut Wydawniczy
Od wydawnictwa:

Co pozostało z ludzi umierających w Kambodży?

Jedno duże zdjęcie amerykańskiej aktorki trzymającej w objęciach żółte dziecko.

Co pozostało z Tomasza?

Napis: Pragnął Królestwa Bożego na ziemi.

Co pozostało z Beethovena?

Zachmurzony mężczyzna z nieprawdopodobną grzywą, który niskim głosem mówi: „Es muss sein!”

Co zostało z Franza?

Napis: Powrócił po długim błądzeniu.

I tak dalej, i tak dalej. Zanim zostaniemy zapomniani, przemieni się nas w kicz. Kicz jest stacją tranzytową pomiędzy bytem a zapomnieniem.




Zygmunt Miłoszewski, Jak zawsze

Wydawnictwo W.A.B.
Od wydawnictwa:

Komedia ironiczno-romantyczna o parze, która dostała szansę przeżycia jeszcze raz swojej miłości. I o narodzie, który dostał szansę przeżycia jeszcze raz swojej historii. I o tym, co z tego wynikło.



sobota, 24 kwietnia 2021

Na smutki i smuteczki ...

... wszelakie. Jak zawsze w takich sytuacjach las sprawdza się idealnie. Nigdy nie zawodzi. Gdy wszystko mnie zbyt mocno przytłacza ratuję się ucieczką do lasu. Mam to szczęście, że mimo tego, iż mieszkam w mieście las mam na wyciągnięcie ręki. Chwila i mogę dreptać leśnymi ścieżkami.

Dreptać i zapominać. Zapominać o smutku, który ciągle się skrada. Zapominać o stresie, że znów nie zdążę ze wszystkim. Zapominać o frustracji, że znów nie wyszło tak, jak powinno. Zapominać o tym, że czas się umyka coraz szybciej i szybciej...

Dreptać i podziwiać. Podziwiać te drzewa dające schronienie. Podziwiać te kwiaty dające piękno. Podziwiać te ścieżki leśne za to, że nie prowadzą donikąd...

Tak, las jest naszym lekarstwem. Las jest naszym miejscem wypoczynku. Lubimy włóczyć się po lesie. Lubimy las podglądać. Lubimy w lesie urządzać pikniki. Lubimy w lesie spędzać czas.

A ... niebawem może i w lesie zanocujemy. Wszak od pierwszego maja taka możliwość będzie i to bez zgłaszania swojego noclegu w nadleśnictwie (tylko dwie noce z rzędu i grupa nie większa, niż dziewięć osób, w innym przypadku trzeba się zgłosić). Z jednej strony ucieszyła mnie ta wiadomość. Z drugiej jednak wywołała pewną obawę. Dlaczego? Ano dlatego, że ludzie są różni. Obawiam się, że częstszymi bywalcami w lesie będą osoby, które tego lasu nie będą szanowały. I tak już jest w lasach pełno śmieci, które zostawił po sobie człowiek. I nie chodzi o to, żeby z lasu nie korzystać. Ale trzeba las szanować. Nie niszczyć. Nie zaśmiecać. Nie hałasować. To my jesteśmy gośćmi w lesie, a nie odwrotnie...

I kilka kojących zdjęć...














czwartek, 22 kwietnia 2021

Kulinarnie #27

Dziś królować będzie marchewka.



Postanowiliśmy ograniczyć spożywanie mięsa. Choć bardziej nasze postanowienie dotyczy tego, żeby jeść mięso rzadziej, ale lepszej jakości. Mamy teraz próbny czas, a więc naprzemiennie spożywamy dania mięsne i bezmięsne. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce :)

Klopsiki warzywne. Okazały się dobrym pomysłem :) A raczej klopsiki ryżowo-warzywne. Ryż, marchewka, pietruszka, seler, por, cebulka, kalafior. Wszystko wymieszane razem z jajkiem, obtoczone w panierce i upieczone w piekarniku. Do tego tradycyjna surówka, a więc marchew, jabłko, kilka kropel soku z cytryny i majonez. 

Zajadaliśmy te klopsiki z ziemniakami. Następnego dnia dojadałam z ryżem.


A na deser? A na deser ciasto marchewkowe z mąki jaglanej. Nie urosło jakoś kosmicznie, ale wyszło i smakowało :)


Partyjka w lesie? Czemu nie! A w pojemniku nasze ciasto marchewkowe.


wtorek, 20 kwietnia 2021

"Wielka majówka"

Zbliża się majówka, a co za tym idzie po raz kolejny wrócę do filmu "Wielka majówka"...

Autor zdjęcia R. Kurowski



"Wielka majówka" w reżyserii Krzysztofa Rogulskiego z rewelacyjnymi rolami Zbigniewa Zamachowskiego (Rysiek), Jana Piechocińskiego (Julek) oraz ze wspaniałą muzyką Maanamu w tle. To film, który zapada w pamięć i do którego co jakiś wracam.

Bo niezależnie od wszystkiego marzeń nikt nam nie zabierze… A gdy trafi się okazja, trzeba z niej korzystać. Bo drugi raz możemy jej nie dostać.

Rysiek po raz kolejny ucieka z zakładu opiekuńczego. Chce wrócić do domu i nie przekonują go słowa ojca, że w zakładzie opiekuńczym przynajmniej ma co jeść. Ojciec nie jest w stanie zapewnić mu nawet tego. Rysiek wie, że nie ma czego szukać w domu i wie też, że do zakładu nie wróci. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Choć nie planował kradzieży pieniędzy, a w dodatku tak spektakularnej sumy, stało się. Wzbogacony o pokaźną kwotę rusza do wielkiego świata.

Warszawa. Zagubiony, naiwny, nie znający życia nie wie co ze sobą zrobić. Los chciał, aby na jego drodze pojawił się Julek. Julek to cwaniak i spryciarz doskonale wykorzystujący nadarzające się okazje, choć wzbudzający sympatię i nie do końca pozbawiony kręgosłupa moralnego. Jak się okazuje potrafi być świetnym kompanem, który mimo wszystko czuje odpowiedzialność za młodszego kolegę. Julek doskonale zdaje sobie sprawę, że więcej takie pieniądze im się nie trafią. Trzeba korzystać, póki można. To teraz jest czas, ich czas, aby zażyć luksusowego życia, na które żadnego z nich nigdy nie byłoby stać. Bo łączy ich jedno. Jeden i drugi nie mają nic. Nie mają domu. Nie mają za co żyć. Nie mają żadnych perspektyw. Nie mają szans na zmianę swojego życia. Jedyne co mają to skomplikowaną przeszłość i ten worek pieniędzy. Hulaj dusza! Zaczyna się przygoda!

A tłem tej przygody jest kapitalna muzyka Maanamu. I fantastyczna "Ta noc do innych jest niepodobna", której tekst oddaje całą kwintesencję tego, co chciał przekazać nam reżyser. Tu muzyka jest idealnym dopełnieniem obrazu. I ta wyśpiewana przez Korę tęsknota za szczęściem…

To wszystko sprawia, że mimo kradzieży i awanturniczych fars nie potrafię negatywnie osądzić ani Ryśka, ani Julka. Tak bardzo chcieli wyrwać się z tej szarości i beznadziei dnia codziennego. Dnia, który nigdy nie przyniósł im nic dobrego i nigdy nie zapowiadał, że jutro będzie lepiej.

Autor zdjęcia R. Kurowski


Zbliża się i nasza majówka... Będzie inna, niż zaplanowaliśmy, ponieważ z wyjazdu na Podlasie nici. Tak, z pewnością inaczej wykorzystamy ten czas, bo będziemy kręcić się po Puszczy Bydgoskiej, którą też uwielbiamy.

A 3 maja... spędzimy z naszym ulubionym radiem. Radio 357 i Pierwszy Polski Top Radia 357. Będziemy zasłuchani tym bardziej, że sami wysłaliśmy nasze propozycje. Na mojej liście na pierwszym miejscu znalazła się właśnie wspomniana wcześniej piosenka Maanamu i "Ta noc do innych jest niepodobna" :)

Nasze kartki zapisane drobnym maczkiem :)





niedziela, 18 kwietnia 2021

Z drugiej ręki #1

Od jakiegoś czasu planowałam poruszyć ten temat. Nie, nie dlatego, że jest modny. Nie stałam się minimalistką, bo bycie minimalistką jest modne. Nie promuję slow fashion, bo wszystko co slow jest modne. Tak naprawdę powody są dwa:

1. Mam za dużo rzeczy i to mi przeszkadza, bo zajmują mnóstwo miejsca,
2. Ekologia.

Tak, mam za dużo rzeczy (dlaczego tak się stało, to już temat na inną rozmowę). Mimo tego, że od kilku lat kupuję znacznie mniej, bo tylko to, czego naprawdę potrzebuję, to tonę w nadmiarze. Nie tylko ubrań. Przez ostatni tydzień próbowałam nieco ogarnąć moją szafę. Jestem już na ukończeniu. Do sprawy podeszłam metodycznie. Wszystkie ubrania (tych mam najwięcej, więc od nich zaczęłam) posegregowałam i spisałam w Excelu. Wstępna selekcja już przeprowadzona. Podzieliłam je trzy grupy:

1. Ubrania, które chcę nosić,
2. Ubrania, których nie używam,
3. Ubrania, których na razie nie mogę jednoznacznie przydzielić do którejś z powyższych grup.

Los ubrań z grupy pierwszej i drugiej jest klarowny. Co z ubraniami z grupy trzeciej? Codziennie (!) zaznaczam w Excelu te ubrania, które danego dnia miałam na sobie (jak już taka lista jest stworzona to samo zaznaczenie trwa tylko chwilę). Na początku przyszłego roku czarno na białym będę miała informację, do której grupy je przenieść i co dalej z nimi zrobić.




Co z ubraniami z grupy drugiej? I tu dróg jest kilka. Można je komuś oddać… Można je przekazać do instytucji charytatywnej / kościoła / Caritas… Można je sprzedać i puścić dalej w świat… I tu zaczynają się problemy. Bo nie bardzo mam komu je przekazać, a i nie lubię uszczęśliwiać ludzi na siłę. Poza tym w moim najbliższym otoczeniu nie mam osoby, która miałaby podobną sylwetkę, więc tym bardziej nie ma uzasadnienia przekazywania im swoich rzeczy, a co za tym idzie swojego bałaganu… Można oddać potrzebującym. Tak, część ubrań oddałam, ale nie oszukujmy się, chciałabym odzyskać choć odrobinę pieniędzy, które na te ubrania uprzednio wydałam. Zdaję sobie sprawę, że procent odzyskanych pieniędzy będzie niski, ale to zawsze coś…




Wyprzedaż nie jest łatwa. Przede wszystkim jest pracochłonna i czasochłonna (traktuję to jako swoją pokutę). Przygotowanie ubrań (czyli np. wyprasowanie), wykonanie zdjęć, opisanie… To wszystko zajmuje czas. Później opublikowanie ogłoszenia i … na efekty czasem trzeba długo czekać, a przez ten czas ubrania jak były poupychane po szafach, tak są nadal. Choć jest światełko w tunelu…




Gdzie sprzedawać? Korzystam z dwóch platform, aby zwiększyć szansę sprzedaży: OLX i Vinted. Z tej drugiej zaczęłam korzystać niedawno, więc jeszcze nie mam wyrobionego zdania. Napiszę o tym za jakiś czas. Ale… jaka jest przewaga na pierwszy rzut oka? Na Vinted można wystawiać stylizacje, czyli w jednym ogłoszeniu mamy kilka różnych rzeczy (maksymalnie 5 rzeczy). OLX takie ogłoszenia, w których jest więcej, niż jeden przedmiot blokuje. Minusem jest to, że na Vinted można sprzedawać tylko ubrania, buty, kosmetyki, kosmetyczne gadżety i akcesoria do urządzeń elektronicznych. Meble tylko w przypadku mebli dziecięcych. Można też sprzedawać dziecięce zabawki. Nie ma jednak możliwości sprzedaży książek (jeśli takie ogłoszenia się pojawiają są niezgodne z regulaminem), mebli innych niż dziecięce, tekstyliów, naczyń… Czyli w tym przypadku zostaje OLX, które ma bardzo niskie limity darmowych ogłoszeń w tych kategoriach. Zostaje jeszcze trzecia opcja: Instagram. Przyznam, że założyłam konto IG poświęcone właśnie wyprzedaży, ale idzie mi to opornie. Nie mam czasu na należyte obsługiwanie tego konta, a więc na efekty też nie liczę…




Co mnie najbardziej denerwuje w takiej wyprzedaży? To będzie niepopularne, ale… niektórzy odbiorcy. Nie wszyscy! Ale wielu… Napiszę tak: pazerność ludzka nie zna granic! Tak, wiem! Przedmioty, które wystawiam są przedmiotami mniej lub bardziej używanymi (zdarzają się też nieużywane, a nawet z metkami!) i dlatego wystawiam je po cenie, która zazwyczaj stanowi TYLKO 10-20-30% ceny wyjściowej, a ludzie i tak się targują! I najczęściej robią to w sposób bardzo obcesowy. Są też tacy, którzy zainteresowani jakimś przedmiotem dopytują o szczegóły. Ja to rozumiem, ale jeśli odpowiadam na jedno, drugie, trzecie … dziesiąte pytanie, a w efekcie nie mam nawet informacji zwrotnej, dlaczego do zakupu nie dochodzi to nie jest to w porządku. I jeszcze jeden przykład. Określenie koloru… Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia przekłamują kolor, dlatego robię je przy świetle dziennym. Jeśli kolor na zdjęciu znacząco odbiega od rzeczywistego taką informację zaznaczam w opisie. A jednak… ludzie drążą i najczęściej w efekcie nie ma nic: ani sprzedaży, ani informacji zwrotnej. Koszty przesyłki… Ludzie naprawdę w niewybredny sposób potrafią targować się o koszty przesyłki, a przecież to nie ja ustalam ceny wysyłek! Jeśli korzystam z paczkomatów sprawa jest klarowna. Korzystam też z przesyłek rejestrowanych Poczty Polskiej, ale one zazwyczaj są drogie… Nie mówię już o tym, że miewam i takie przypadki kiedy idę na pocztę wycenić konkretną spakowaną już przesyłkę, a następnego dnia na tej samej poczcie pani wycenia ją … inaczej. Dlaczego jednak upieram się przy przesyłkach rejestrowanych? Dla bezpieczeństwa i kupującego, i sprzedającego. Raz uległam i nadałam przysyłkę zwykłą. Całe szczęście to był uczciwy odbiorca :) Rezerwacja rzeczy i … cisza. Najczęściej zdarza się to w przypadku odbioru osobistego. Ludzie decydują się na zakup, umawiają termin odbioru i … cisza. Chciałabym jeszcze raz podkreślić, że nie wszyscy tak się zachowują.




To tylko kilka przykładów. Całe szczęście są też i dobre. Wielką radość (naprawdę!) sprawia mi informacja zwrotna od kupującego, kiedy dana rzecz już do niego dotrze (ostatnio dziewczyna przysłała do mnie zdjęcie z kupionym bieżnikiem). I nie mówię o komentarzu, tylko o wiadomości skierowanej wyłącznie do mnie. To naprawdę cieszy :)

A co z tym wszystkim ma wspólnego ekologia? Ano ma! I to dużo! Naprawdę w obiegu mamy już tyle wyprodukowanych rzeczy, że spokojnie możemy zaspokajać nasze potrzeby bez permanentnego kupowania nowych ze sklepu, a tym samym nakręcania całej machiny konsumpcyjnej. To wszystko już jest wyprodukowane! Mając na uwadze ekologię nie tylko sprzedaję swoje rzeczy, ale też kupuję z drugiej ręki. Co kupuję? W związku z tym, że ubrań i butów mam nadmiar tych już z oczywistych względów nie kupuję. Kupuję książki (w tym przypadku najczęściej korzystam z antykwariatów i wyprzedaży bibliotecznej). Tekstyliów też mam dużo, więc na razie nowych nie potrzebuję. Naczynia! To je najczęściej kupuję. Ale też obrazki, dekoracje czy przeróżne akcesoria. I z każdej tej rzeczy jestem zadowolona! Bo najczęściej są to rzeczy niepowtarzalne i oryginalne, a takimi rzeczami lubię się otaczać.



Na dziś kończę temat, ale będę do niego wracać. Jestem też ciekawa waszego zdania na temat zakupów z drugiej ręki. Częściej kupujecie czy sprzedajecie?

P.S. Zdjęcia wpisujące się w temat, a więc tym razem zdjęcia z moich ogłoszeń :)

piątek, 16 kwietnia 2021

Majówka, której nie będzie

Już wiemy, że hotele i miejsca oferujące noclegi objęte są lockdownem do 3 maja. Niestety... Majówki w tym roku nie będzie. A przynajmniej majówki wyjazdowej. Tak, wiem. Ludzie mają teraz większe zmartwienia, aniżeli "zablokowana" majówka, ale mimo wszystko jest mi smutno i jestem zła. Pewnie tak jak większość. I już nie tylko o tę majówkę chodzi. Wszyscy są zmęczeni czekaniem, niepewnością, brakiem możliwości planowania z wyprzedzeniem, bo ... to wszystko za długo trwa.

A gdy obserwuję ludzi dochodzę to przykrego wniosku, że spora część z nich zachowuje się tak, jakby żadnej pandemii nie było. 

Maseczka? Może i jest, ale i tak nieprawidłowo używana.

Odstępy między ludźmi? W marketach spożywczych można już o nich zapomnieć. I wiecie co? Gdy w zeszłym roku byliśmy na początku tej pandemii i dbano o to, aby odstępy w sklepach były zachowywane to był czas najbardziej komfortowego robienia zakupów. Nikt się na mnie nie pchał w kolejce. Nikt nie trącał mnie wózkiem. Nikt nie układał swoich zakupów niemalże na moich zakupach. Mogłam spokojnie spakować zakupy do worka! Ten czas minął. Bezpowrotnie.

Bezpieczne przemieszczanie się w środkach komunikacji miejskiej? Możemy o tym zapomnieć. A w pociągu? Jakiś czas temu byłam zmuszona jechać pociągiem do Poznania. PKP Intecity dbające o bezpieczeństwo swoich pasażerów i sprzedające bilety z numerem miejsca... Cóż z tego, że w całym wagonie było pięcioro pasażerów, skoro na biletach wszyscy mieliśmy miejsca obok siebie! Maseczka w pociągu? Tak, komunikaty były nadawane co jakiś czas, jednak nie każdy tę maseczkę miał na twarzy. A konduktor w takich przypadkach absolutnie nie zwracał uwagi na obowiązek zakrywania ust i nosa. Widok podróżnego, u którego maseczka dynda obok twarzy był widokiem nagminnym, bo taki podróżny przez większość podróży musiał prowadzić rozmowę telefoniczną...

Ale szkoły pozamykane, przedszkola i żłobki to samo. Restauracje też. I fryzjerzy. I kosmetyczki. I sklepy budowlane. I te meblowe. I centra handlowe. I hotele. I kina. I muzea. I teatry...

Wybiórczość. Wybiórczość działania tu nie pomoże. Jeśli tak mamy walczyć z pandemią to chyba lepiej przyzwyczaić się, że ona z nami zostanie. Na zawsze. Bo szczepienia sprawy też nie rozwiązują. I nie nadążają za mutacjami koronawirusa. Tak mówią specjaliści.

Odpowiedzialność zbiorowa? To chyba utopia...

No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do zdjęć z naszej podlaskiej majówki sprzed dwóch i trzech lat!

"W deszczu maleńkich żółtych kwiatów..."

Rozlewiska

O poranku

Takiego gościa spotkaliśmy na drodze

Kapliczka

Gdy słońce idzie spać

Najchętniej przeczekałabym pandemię w takim miejscu

Życiodajna zieleń


środa, 14 kwietnia 2021

Naleśnikomania

Nie ukrywam, że naleśniki to dla mnie najlepsze śniadanie. Idealne wręcz. Ciepłe i sycące. A do tego robi się je błyskawicznie. Naleśniki to też moje ulubione śniadanie hotelowe. Zawsze byłam rozczarowana, jeśli okazywało się, że hotelowa kuchnia ich nie serwuje. Tak było kiedyś. Teraz jest wszystko inaczej. I nie ze względu na pandemię, która jakoś od ponad roku nie chce nas opuścić. Ale ze względu na gluten, który muszę na razie całkowicie wykluczyć ze swojej diety. W hotelach póki co się nie zatrzymuję, ale wracając pamięcią do wszystkich hotelowych śniadań wniosek jest jeden: ciężko w życiu ma bezglutenowy gość...

A póki co śniadania jadam w domu i wtedy najlepsze się naleśniki, które sama sobie przygotuję. Bez glutenu i bez laktozy.

Najczęściej serwuję sobie naleśniki kukurydziane. I najlepiej smakują na słodko. Ostatnio pokochałam mus malinowy! Idealne połączenie smakowe.

Naleśniki kukurydziane z pysznym musem malinowym.

Oto mój ulubieniec od lutego :)


Zdecydowanie rzadziej robię naleśniki ryżowe, które zjadam albo na słodko (z dżemem), albo na słono (mięso mielone z pieczarkami). Z naleśnikami ryżowymi sprawa jest o tyle skomplikowana, że ryż powinien moczyć się przez całą noc. A ja bardzo często o tym po prostu zapominam...

I naleśniki ryżowe. Tym razem też na słodko.


Jeśli macie jakieś pomysły na bezglutenowe naleśniki to chętnie je poznam i wypróbuję :)