piątek, 30 lipca 2021

monika olga szyje #37

Opaska na oczy. Dla jednych zbędny gadżet, dla innych niekoniecznie. Jestem w tej drugiej grupie, choć…

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że opaski na oczy używam regularnie. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że sen jest najlepszym lekarstwem, a przynajmniej jednym z nich. Zdrowy sen to podstawa. Dlatego warto zadbać o jakość snu. Odpowiednie zaciemnienie jest jednym z czynników zbawiennego działania snu. Powinniśmy sypiać w pomieszczeniu totalnie zaciemnionym, dlatego w naszej sypialni pojawiły się bardzo grube zasłony. Na tyle grube, że światło od ulicznych latarni nie wdziera się do naszej przestrzeni i nie utrudnia zasypiania. Ale opaska na oczy jest dla mnie rewelacyjnym gadżetem (choć nie lubię tego słowa), gdy…

Gdy jestem w podróży. W bardzo długiej podróży. A jeśli podróżuję samolotem i nocnymi rejsami to bez opaski na oczy w ogóle nie wchodzę na podkład samolotu. Nawet jeżeli wiem, że sen nie będzie długi, głęboki i kojący to i tak komfort przysypiania jest wtedy o niebo lepszy. Nie mówiąc już o tym, że dzięki opasce nie przeszkadza mi oświetlenie. Moje oczy po takim relaksie są mi naprawdę wdzięczne.

Gdy już dotrę do celu podróży i na miejscu okazuje się, że zasłon w oknach brak. Albo są bardzo cienkie i przepuszczają każdą smugę światła. A jak jeszcze światło z ulicy skierowane jest ewidentnie w nasze okno to już koszmar. Bezsenne noce gwarantowane. A jeśli bezsenne noce, to i przemęczenie i rozdrażnienie. W takich sytuacjach opaska na oczy jest idealna.

Gdy mam migrenę. Kto nigdy nie miał migreny ten nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo przeszkadza każde światło. Nie tylko to sztuczne, ale także dzienne. Gdy dręczy mnie migrena dręczy mnie i światłowstręt. Mogę faszerować się tabletkami przeciwbólowymi, ale nie przynoszą one i tak w pełni oczekiwanego rezultatu. Ale tabletka przeciwbólowa i opaska na oczy to dla mnie antymigrenowy duet idealny.

Opasek na oczy mam kilka. Używam ich naprzemiennie. Mam też kilka zapasowych sztuk, choćby dla moich towarzyszy podróży. Bywa i tak, że nawet ci nieprzekonani do czegoś takiego jak opaska na oczy w końcu ją docenią :)






środa, 28 lipca 2021

Wakacje z książką #4

Lipiec dobiega końca… Czas zatem na sierpniowe propozycje czytelnicze.



David Wroblewski, Historia Edgara

Od wydawcy:

Niemy od urodzenia, posługujący się jedynie znakami języka migowego, Edgar Sawtelle wiedzie sielankowe życie z rodzicami na gospodarstwie w stanie Wisconsin. Rodzina Sawtelle już od kilku pokoleń zajmuje się hodowlą i tresurą wyjątkowej rasy psów, której przedstawicielką jest lojalna towarzyszka i opiekunka Edgara, Almondine. Nieoczekiwany powrót Claude’a, stryja Edgara, powoduje, że dotychczas spokojne życie rodziny Sawtelle rozpada się jak domek z kart. W niewyjaśnionych okolicznościach umiera nagle ojciec Edgara, a kiedy jego miejsce w rodzinie stara się zająć Claude, w chłopcu zaczynają rodzić się straszliwe podejrzenia. Misterny plan ujawnienia przyczyn śmierci ojca nie udaje się i Edgar wraz z trzema psami zmuszony jest uciekać w dzikie obszary dalekiej północy stanu Wisconsin, gdzie zaczyna swą walkę o przetrwanie.

Powieść suspensu, pobrzmiewająca echami Hamleta i Księgi dżungli, opowiada o dorastaniu, głębokich związkach łączących człowieka i psa, języku przyjaźni, a przede wszystkim tajemnicach ludzkiego serca.

Prawdziwy majstersztyk, imponujący debiut literacki.



Sue Smethurst, Ku wolności

Od wydawcy:

Epicka opowieść o odwadze, nadziei, człowieczeństwie i niezłomnej miłości.

Prawdziwa historia Mindli i jej męża Kubusia Horowitza – artysty słynnego Cyrku Braci Staniewskich – napisana przez nagradzaną i uznaną autorkę oraz dziennikarkę, Sue Smethurst, której mąż jest wnukiem bohaterów tej historii.

Mindla, próbując odnaleźć męża, którego wybuch wojny zastał poza Warszawą, zostaje aresztowana przez Rosjan w Białymstoku, a jej syn trafia do sowieckiego sierocińca.

Kubuś, który tymczasem wrócił do stolicy, dowiaduje się od teścia o jej wyjeździe i, gdy Niemcy zamykają cyrk, wyrusza na wschód, by odnaleźć swoją rodzinę.

Zaczyna się droga przez mękę…

Autorka z niezwykłym pietyzmem opisuje gehennę podróży przez Związek Radziecki, Bliski Wschód i Afrykę do wymarzonej Australii. Ta absolutnie wyjątkowa, prawdziwa historia jest świadectwem tamtych potwornych czasów, a jednocześnie hołdem złożonym wszystkim tym, którym nie udało się przetrwać.



Conrad Anker i David Roberts, Zaginiony

Od wydawcy:

Opowieść o odnalezieniu George'a Mallory'ego na Evereście.

Rekonstrukcja wydarzeń skrywających największą zagadkę współczesnego himalaizmu – kto pierwszy postawił stopę na Evereście: Hillary i Norgay w 1953 r. czy Mallory i Irvine prawie 30 lat wcześniej? W 1999 r. Conrad Anker znalazł ciało Mallory’ego wraz z kompasem, wysokościomierzem i starannie zawiniętymi listami od ukochanej żony. Brakowało tylko jednego – zdjęcia Ruth Mallory, które himalaista obiecał zostawić na szczycie. Ani Anker, ani towarzyszący mu wspinacze nie odnaleźli też ciała Irvine’a, przy którym spodziewano się znaleźć aparat fotograficzny, a w nim być może zdjęcia ze szczytu najwyższej góry świata. Jakie były zatem dalsze losy dwójki himalaistów, gdy chmury skryły ich postaci na ostatnim ocalałym z wyprawy zdjęciu? Kto był pierwszy? Gdzie i jak zginał Irvine?



Jan Długosz, Komin pokutników

Od wydawcy:

"Komin Pokutników" to proza wyrastająca z doświadczenia. Jan Długosz był wybitnym taternikiem i alpinistą mającym potrzebę literackiego destylowania swoich górskich przeżyć. Był osobowością artystyczną, jak wielu ludzi gór przed nim i po nim. zdawał sobie sprawę z istnienia fascynującego zjawiska kulturowego zwanego piśmiennictwem tatrzańskim czy szerzej literaturą górską, i świadomie wpisywał się w ten żywy strumień polskiej refleksji o człowieku wobec żywiołu gór, o jego uczestnictwie w grze między kulturą i naturą. Pozostawił po sobie środowiskową legendę. Na szczęście to nie tylko to. "Komin Pokutników" to coś więcej niż klasyka literatury górskiej, to intrygująca proza artystyczna zakorzeniona i w naszej tradycji literackiej, i w życiu jej autora.



poniedziałek, 26 lipca 2021

Nie taka leniwa ta niedziela…

... była. Zawsze staramy się aktywnie spędzać weekendy niezależnie od pory roku. Jednak latem staramy się wyciskać te wszystkie możliwości jak cytrynę. To, jak spędzamy czas wolny zależy głównie od pogody i od ... mojego samopoczucia. Nie zawsze moje zdrowie pozwala nam na całodzienne wyprawy rowerowe czy na naprawdę długie piesze wycieczki. Wtedy najlepiej sprawdzają się ... pikniki. Mamy już tak, że o tej porze roku najlepsze pikniki to pikniki na łąkach i polach. Lubimy te sielskie obrazkiA jak piknik to i ciasto. Tym razem zabraliśmy ze sobą ciasto marchewkowe.











Latem, szczególnie gdy upał daje nam się we znaki, obiady robimy szybkie i nieskomplikowane. Tym bardziej, że sporo czasu spędzamy poza domem. W moim przypadku to zazwyczaj dojadanie resztek z tygodnia. Choć gdyby nazwać to ładniej powinnam napisać, że nie chcąc marnować jedzenia wprowadzam w życie zasadę zero waste w kuchni :) Tym samym na moim talerzu wylądowały zapiekane warzywa z makaronem i żółtym serem bez laktozy. Cóż to za warzywa? Te, które znalazłam na naszym rynku. Żółta fasolka, cukinia, marchewka. Wszystko przyprawione ziołami prowansalskimi.



Lato ma to do siebie, że najlepiej smakują najprostsze przekąski. Siła tkwi w prostocie. I tę prostotę celebrujemy. Nie tylko jeśli chodzi o dania nieskomplikowane, ale też takie, które oparte są na produktach lokalnych. Gdyby pokusić się o bardziej naukową nazwę mogę śmiało powiedzieć, że stosujemy dietę paleolityczną. Zdecydowanie przekrojone awokado czy bardzo fotogeniczny owoc granatu na zdjęciach wyglądają rewelacyjnie, my musimy jednak zadowolić się zieloną fasolką z wody i zwykłymi morelami.




Ale żeby nie było... w niedzielny deser zaangażowałam się trochę i wyczarowałam sernik na zimno. Spód sernika to tarta upieczona na mące kokosowej, a to co w serniku najlepsze to połączenie mleczka kokosowego i galaretki wiśniowej. Dzięki temu mamy sernik bez glutenu i bez laktozy (galaretkę też trzeba kupić taką, która na pewno nie zawiera glutenu). A na samej górze królują wiśnie... Gdy sernik tężał w lodówce my na balkonie rozegraliśmy partyjkę w Scrabble.



Są i pierwsze w tym roku domowe powidła śliwkowe...




A na zakończenie dnia? Lampka wina przywiezionego z Jasła i emocjonująca lektura. Balkon okazał się miejscem idealnym.



sobota, 24 lipca 2021

Dziennik z podróży #12

Wypoczywając na Podkarpaciu korzystaliśmy zarówno z uroków pięknej i oszałamiającej przyrody, jak i z pobliskich atrakcji turystycznych historyczno-literackich. Gdy wybraliśmy się do Krosna nie mogliśmy nie odwiedzić i Żarnowca. Dlaczego? Dlatego, że właśnie w Żarnowcu znajduje się muzeum biograficzne Marii Konopnickiej. To właśnie ten dworek Konopnicka otrzymała w 1903 roku z okazji 25-lecia pracy twórczej w darze narodowym. Konopnicka mieszkała we dworku od wiosny do jesieni. Zimę spędzała najczęściej poza Polską. Po jej śmierci we dworku została jedna z jej córek, Zofia Mickiewiczowa, a z kolei po jej śmierci... historia zatoczyła koło. Zofia dworek ofiarowała ... narodowi polskiemu. Zgodnie z jej testamentem dworek wrócił do Polaków.

Przed spotkaniem z przewodnikiem obejrzeliśmy wystawę, która pokazuje Konopnicką nie tylko jako pisarkę czy poetkę, ale też jako podróżniczkę. Muszę przyznać, że zwiedzanie tego dworku było samą przyjemnością. Znowu było bardzo kameralnie, bo oprócz nas była jeszcze tylko jedna para. Pani przewodnik też się spisała. Oprowadziła nas po dworku przybliżając nam ciekawostki związane i z samą Konopnicką, a także z innymi jego mieszkańcami.









W drodze powrotnej do domu przejeżdżaliśmy obok Oblęgorka, a jak Oblęgorek to i pałacyk Henryka Sienkiewicza. Grzechem było nie zajrzeć. Ciekawe jest to, że ... na 25-lecie pracy twórczej społeczeństwo polskie zorganizowało zbiórkę, a cały dochód z tej zbiórki przeznaczono na pałacyk dla Henryka Sienkiewicza. Było to w 1900 roku. I właśnie w tym pałacyku z inicjatywy dzieci pisarza powstało muzeum. To swoiste muzeum pamiątek po Sienkiewiczu otwarto już w 1958 roku. Wrażenie jest imponujące...

Ale... przyjechaliśmy na miejsce i przeraziliśmy się. Tłumy, tłumy, tłumy. Na wejście do pałacyku czekaliśmy około 30 minut. Zebrała się spora grupa oczekujących, a gdy nadeszła odpowiednia godzina zostaliśmy wpuszczeni do środka i ... pozostawieni sami sobie. Tak, wszystkie sale i eksponaty były opisane, ale prawdę mówiąc liczyłam na przewodnika. Tym bardziej, że najpierw kazano nam czekać, a później wpuszczono wszystkich na raz. Warunki do zaczytywania się były średnio sprzyjające.








Maria Konopnicka i Henryk Sienkiewicz. Cieszę się, że udało mi się zwiedzić te dwa miejsca w ciągu jednego tygodnia. Wszak Henryk Sienkiewicz okazał się dobrym promotorem Marii Konopnickiej. To właśnie po jego pochlebnej recenzji zwrócono uwagę na talent Konopnickiej i to jego przychylność niewątpliwie pomogła jej w karierze.

To ostatni dziennik z podróży z tegorocznych wakacji. Mam nadzieję, że znaleźliście dla siebie coś ciekawego :)

czwartek, 22 lipca 2021

Dziennik z podróży #11

Drugim miastem, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży było Krosno. Po rozczarowaniu Jasłem, Krosnem się zachwyciliśmy! To urocze i zadbane miasteczko z bogatą historią.

Snuliśmy się po krośnieńskich uliczkach, zwiedziliśmy dwa muzea, w których spędziliśmy sporo czasu i wybraliśmy się na obiad. Tu już "paragon grozy" nas nie ominął. Nie przeżywałabym tego paragonu, gdybym po zjedzeniu obiadu nie odeszła od stolika ... głodna. Obiad był pyszny, ale jego wielkość to raczej przystawka, a nie danie obiadowe...

Centrum Dziedzictwa Szkła. Na ten obiekt przypuściliśmy pierwszy szturm. Szturm nieudany. Okazało się, że wcześniej należy rezerwować miejsce, bo zazwyczaj cała pula biletów na dany dzień jest wykupiona. Stwierdziliśmy, że trudno, może innym razem. 

I udaliśmy się do Muzeum Podkarpackiego. Tu problemu z biletami nie było. Powiem więcej. Okazało się, że całe muzeum było niemalże wyłącznie dla nas. Bilety o wiele tańsze, niż w Centrum Dziedzictwa Szkła, a i pan przewodnik, który nam cały towarzyszył i podpowiadał na co zwrócić szczególną uwagę uświadomił nas, że Centrum Dziedzictwa Szkła jest ... bardzo komercyjne, a u nich też jest ekspozycja ze słynnym krośnieńskim szkłem. Bardzo ciekawą ekspozycją była sala poświęcona historii oświetlenia. Muzeum Podkarpackie może pochwalić się wieloma unikatami w tej dziedzinie, a i taka wystawa ułożona chronologicznie od pierwszego źródła światła do ostatniego pokazuje postęp, jakim możemy się poszczycić. W Muzeum Podkarpackim jest też wiele obrazów Seweryna Bieszczada. Malarza, który urodził się w Jaśle, sztuki malarskiej uczył się w Krakowie u samego Matejki, a później osiedlił się w Krośnie, w którym pozostał do końca swojego życia. To dzięki niemu, a raczej jego twórczości, zachowało się wiele obrazków dawnego Krosna. To dzięki niemu kwitło w mieście życie kulturalne.

Z Muzeum Podkarpackiego udaliśmy się do sąsiedniego Muzeum Rzemiosła. Tu na towarzystwo przewodnika nie mogliśmy liczyć, ale i tak było warto. Z wiadomych względów najwięcej czasu spędziłam w niegdysiejszej pracowni krawieckiej :)

Warto też wspomnieć, że dosłownie rzut beretem od Krosna znajduje się zamek w Odrzykoniu, a raczej jego ruiny, a historia tegoż zamku zainspirowała Aleksandra Fredrę do napisania "Zemsty".

Tak, to była udana wycieczka. Podejrzewam, że do Krosna będziemy zaglądać za każdym razem, gdy będziemy wybierać się do Magurskiego Parku Narodowego. A to, że będziemy tam wracać jest więcej, niż pewne :)