środa, 30 marca 2022

Rowerowe przejażdżki w 2022 roku czas zacząć…

A właściwie zaczęliśmy w minioną niedzielę. Tym bardziej, że pogoda zachęcała. Bardzo! Postanowiliśmy wybrać się do centrum miasta, aby sprawdzić co się dzieje. Zastaliśmy tłum ludzi, więc czym prędzej ewakuowaliśmy się w bardziej ustronne miejsce, nie opuszczając jednak centrum Bydgoszczy.












poniedziałek, 28 marca 2022

Nie taka leniwa ta niedziela…

Miał być remont małego pokoju, jednak jednogłośnie termin został zmieniony :) Szkoda nam było tak pięknej pogody. Trochę się działo.

Błękit i zieleń

Domowa partyjka rozegrana

Nieśmiertelne leczo

Obiad

Pierś z kurczaka i karmelizowane buraczki z majerankiem i Almette

Detale

W samym centrum miasta

Dla owadów

Pierwsza rowerowa przejażdżka

Szukamy kwietnikowych inspiracji

Czas na lekturę zawsze znajdę

monika olga shop, czyli kolejna przesyłka prawie gotowa

To nasze kwietniki handmade i jak zawsze on zbija, ja maluję :)

sobota, 26 marca 2022

Kino #37


Czy można zrobić ociekający w emocje film, którego praktycznie jedynym miejscem akcji jest … pociąg? Można! I taki film zrobił Jerzy Kawalerowicz w 1959 roku!

Warszawa – Hel. Upalne lato. Przed podróżnymi wiele godzin, które przyjdzie im spędzić w pociągu. Nie wszyscy mają tyle szczęścia, aby noc upłynęła im wygodnie w przedziałach sypialnych. Wielu, wielu z nich będzie ubitych, niczym śledzie w beczce w drugiej klasie. W takim tłumie łatwo się schować…

Pierwsza klasa i wagon sypialny. Z niektórymi pasażerami problemy zaczęły się już na peronie w Warszawie. Jerzy (Leon Niemczyk) zapomniał swojej miejscówki, ale udało mu się. Konduktorka znalazła dla niego wolny przedział. Kolejny incydent zdarzył się już w pociągu. Jak na złość w przedziale Jerzego. Jakim cudem znalazła się tam ona, skoro to przedział męski? Cóż za arogancka osóbka. Uparła się, że ma bilet z miejscówką w tym właśnie przedziale i nic jej nie interesuje. Zostaje właśnie w tym miejscu. To Marta (Lucyna Winnicka). Tak, odkupiła bilet od jakiegoś mężczyzny tuż przed tym, jak wsiadła do pociągu…

Dla Jerzego to miała być ciężka noc. Po nieudanej operacji wskoczył do pociągu. W Helu czeka na niego żona. Mało tego! Liczył na to, że za dodatkową opłatą cały przedział będzie należał do niego. Pragnął samotności. Pragnął ciszy. Pragnął spokoju. Niby Marta nie była uciążliwym pasażerem. Mało się odzywała, praktycznie w ogóle. Jej obecność była jednak nader niekomfortowa. Powoli zaczęli ze sobą rozmawiać. Najpierw bardzo zdawkowo. Ich rozmowy bardziej przypominały monolog rzucany w przestrzeń przedziału, aniżeli dialog. Zaskakujące, ale między nimi wytworzyła się dziwna więź porozumienia.

Tymczasem okazało się, ze w pociągu znajduje się morderca! Wszystkie tropy prowadzą do przedziału Marty i Jerzego. Zaczyna się pościg… I wyrok. Współpasażerowie pociągu wydali wyrok w ułamku sekundy!

Ten film ma jeszcze jednego bohatera i jest nim porzucony przez Martę Staszek (Zbigniew Cybulski). Niepogodzony z decyzją dziewczyny cały czas próbuje zwrócić na siebie jej uwagę. Nie zawaha się przed niczym. Niebezpieczne akrobacje za oknem pociągu? Proszę bardzo! Błagalne wołania na peronie na niemalże każdej stacji? Proszę bardzo! Czy zdoła wpłynąć na Martę i osiągnie swój cel?



Leon Niemczyk, Lucyna Winnicka i Zbyszek Cybulski. Każdy z nich idealnie wcielił się w swoją rolę. Mimo wszystko uwagę zwrócę na Zbyszka Cybulskiego i jego igranie z ogniem… Przez cały czas nie mogłam odegnać od siebie myśli, że w prawdziwym życiu Zbyszek właśnie tak zginął. Ten tragiczny wypadek na Dworcu Głównym we Wrocławiu 8 stycznia 1967. Rany, które odniósł byty na tyle poważne, że lekarze nie byli w stanie niczego zrobić. Ten film oglądałam wieczór przed moim wyjazdem do Wrocławia. Ten trzeci peron oczywiście też odwiedziłam…



czwartek, 24 marca 2022

Okiem ptasiarza #7

Śmieszka

Wiosna. Wszystko śpiewa. Świat przyrody budzi się do życia. Za chwilę wybuchnie obficie zielenią. Ostatnio, spędzając dużą część weekendu w terenie, zastanawiałem na tym, z jakim śpiewającym ptakiem kojarzy mi się wiosna. Odpowiedź przyszła szybko z góry. 

Biały ptak z ciemnym kapturem na głowie, którego właśnie teraz można usłyszeć niemal wszędzie. Śmieszka. W ostatnich dniach mamy obfity przelot tego gatunku przez nasz kraj. Śmiech śmieszki można w zasadzie usłyszeć w każdym miejscu. Czy to na wsi, czy to w mieście, choć zdecydowanie częściej w miejscowościach związanych z wodą. Zimę spędzały w zachodniej części Europy i na Wyspach Brytyjskich. Teraz wracają na swoje lęgowiska. Śmieszki wyprowadzają lęg w koloniach. Niektóre kolonie składają się z setek, a największe z tysięcy ptaków. Nie trudno odgadnąć, że w takim zbiorowisku panuje spory gwar i harmider. Każdy para walczy o jak najdogodniejszą miejscówkę na złożenie jaj, a po złożeniu na ich pilnowaniu i podszczypywaniu najbliższego sąsiada. 

Śpiew śmieszki dla moich uszu brzmi jak muzyka. W jakimś stopniu mnie relaksuje. Im większa kolonia, im większy zgiełk, tym większy wewnętrzny spokój i odprężenie Zresztą podobną opinię wyrażają też znajomi ptasiarze, których zdążyłem ostatnio o to zapytać. Dziwne? Sprawdźcie to na sobie. 

W Polsce można spotkać kilkanaście gatunków mew. Niektóre ze względu na niuanse są trudne do oznaczenia nawet dla zawodowców, ale śmieszkę potrafi rozpoznać chyba każdy. Zarówno samiec, jak i samica w szacie godowej, czyli właśnie w tym okresie ma ciemno-brązowy kaptur, brunatny dziób i czarne lotki. Jest dość towarzyska i łatwo ją obserwować. Jak to często bywa wśród względnie pospolitego gatunku można wyszukać rzadszego kuzyna. Jest nim mewa czarnogłowa. Ta ma typowo czarny kaptur i kontrastowo jaskrawo-czerwony dziób, a lotki są u dorosłych ptaków białe.

A ze śpiewem jakiego ptaka kojarzy się wiosna Wam?

Śmieszka

Porównanie śmieszki z mewą czarnogłową

Fragment kolonii śmieszki


środa, 23 marca 2022

Kulinarnie #51

Z piekarnika czy z patelni? Mięso duszone w warzywach i przykryte plastrami żółtego sera czy karkówka z dużą ilością majeranku i przykryta cebulką?




Czy może propozycja Marii Gruszeckiej na 23 marca? Rosół z płatkami. Sztuka z mięsa w sosie grzybowym. Kluseczki z serem. 

Co wybieracie? :)

środa, 16 marca 2022

Książkowo-filmowo i "Bal szalonych kobiet"

W całej moje blogowej historii i przy całym moim uwielbieniu dla literatury i kina nie poczyniłam ani jednego wpisu książkowo-filmowego, a więc takiego, w którym mówię o książce i jej ekranizacji.

Dlaczego postanowiłam to zmienić? Być może dlatego, że film obejrzałam od razu po przeczytaniu książki. A zrobiłam to dzięki Urocznicy z bloga Urocznica.pl, która swoim komentarzem uświadomiła mnie, że taki film w ogóle istnieje :)

Mowa o książce "Bal szalonych kobiet". Pierwszeństwo ma zawsze książka :) Autor: Victoria Mas.

Pierwszorzędna powieść! Choć przerażająca… Przerażające jest to, jak łatwo można zniszczyć życie drugiemu człowiekowi. A najbardziej przerażające było to, że czasem to życie niszczyli najbliżsi.

1885 rok. Paryż. Okres Wielkiego Postu. Niedługo odbędzie się bal. Bal niezwykły, bo bal wariatek. Pacjentki szpitala psychiatrycznego Salpetriere już snują swoje wizje na temat balu. Wspominają poprzednie. Wybierają stroje na ten nadchodzący. Zaproszeni goście też coraz częściej o balu rozmawiają. To swoista egzotyka dla przedstawicieli paryskiej śmietanki towarzyskiej spędzającej swój czas w luksusowych mieszkaniach. Spotkanie z wariatkami jest dla niektórych z nich tak ekscytującym przeżyciem, że obserwując wszystkich uczestników balu w szpitalnej sali czasem trudno ocenić, kto jest pacjentem, a kto gościem.

One. Podczas balu pacjentki szpitala psychiatrycznego Salpetriere traktowane są niczym osobliwe eksponaty. A gdy bal się kończy… Wraca szara rzeczywistość. Skrupulatnie opracowany plan dnia realizowany jest dzień za dniem. Pobudka, posiłek, badania lekarskie, zalecane kuracje. Wybrane z nich mają jeszcze jedne ważne zadanie – biorą udział w pokazowych lekcjach słynnego Jeana-Martina Charcota. To on, znany neurolog, wprowadzał swoje pacjentki w stan hipnozy i wywoływał ataki histerii. Cóż za widowisko!

Najbardziej przerażające jest to, że część mieszkanek szpitala Salpetriere w ogóle nie powinna się tam znaleźć. Część z nich nie miała żadnych zaburzeń psychicznych, a wręcz przeciwnie – nabyła je podczas pobytu w tym przeklętym miejscu. Tak właśnie było z nią, Eugenie. Jedynym jej przewinieniem było to, że była kobietą, która ma własne zdanie. Mało tego! Miała czelność wypowiadać swoje zdanie na głos. Jej krnąbrna i nieposłuszna natura nie mogła zwiastować niczego dobrego. Miarka się przebrała, gdy Eugenie stwierdziła, że rozmawia z duchami. Jej ojciec, chcąc nie dopuścić do skandalu, postanowił pozbyć się córki. Wszak trzeba dbać o reputację rodziny. Jak? Najprostszym sposobem okazało się zamknięcie jej w szpitalu. I tak szpital psychiatryczny Salpetriere stał się dla niej więzieniem. Przerażona, wyrwana ze swojego dotychczasowego życia, początkowo nie rozumiała, co się wokół niej dzieje. Gdy już nieco się otrząsnęła postanowiła działać. Ale sama niewiele zdziała…

Ona. Genevieve. Oddziałowa. Zdyscyplinowana. Oddana swojej pracy. Cieszy się ogromnym szacunkiem zarówno wśród personelu szpitala, jak i wśród pacjentek. To ona przyjmuje nowe pacjentki. To ona jest świadkiem rozgrywających się scen podczas oddawania chorych (lub rzekomo chorych) do szpitala. Tak, jest zafascynowana pracą, którą wykonuje doktor Jean-Martin Charcot. Nigdy nie przypuszczała, że usłyszy od niego takie słowa! To był policzek! Być może to właśnie wtedy podjęła ostateczną decyzję, że jej pomoże. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Eugenie w ogóle nie powinno być w tym miejscu!

Granice. Wszyscy doceniamy postęp medycyny we wszystkich jej dziedzinach. Wszak możemy korzystać z jej dobrodziejstw. Rzadko jednak zadajemy sobie pytanie jak ów postęp został osiągnięty? Za jaką cenę? Kto na tym ucierpiał w imię nauki? I najważniejsze pytanie: czy chciał cierpieć w imię nauki czy nikt o zdanie nie pytał. Poddawano nieszczęśników medycznym eksperymentom traktując ich przedmiotowo. Oni byli przedmiotem badań, a nie podmiotem. Gdzie jest granica, której przekraczać nie wolno? A jeśli coś poszło nie tak… Czy ktoś w ogóle przejął się losem tych podwójnie skrzywdzonych?

Salpetriere. Mury tego szpitala skrywają niejedną mroczną tajemnicę. Przeczytajcie „Bal szalonych kobiet”, a przekonacie się, że każdy zamknięty w tym miejscu (szczególnie wbrew swojej woli) prędzej czy później rozum straci!


Teraz czas na film. Reżyser: Melanie Laurent (wcieliła się w rolę Genevieve).

Film, tak jak książka, należy do dwóch bohaterek: Eugenie (kapitalna rola Lou de Laage) i Genevieve (Melanie Laurent). Film ogólnie uważam za świetne kino, ale... Nie obyło się bez zgrzytów, których pewnie nie byłoby, gdybym nie przeczytała najpierw książki. Gdybym nie przeczytała książki, nie byłabym świadoma kilku "przekłamań".

W filmie pojawiają się sceny, których na próżno szukać w książce, albo są na tyle zmienione, że całkowicie zniekształcają sens odbioru. Niektóre są przemilczane, jak choćby rola babki Eugenie, która była jednak bardzo kluczowa dla losów bohaterki.

W filmie nie widać też uwielbienia, jakim Genevieve darzyła doktora Charcota. Ona naprawdę wierzyła w jego wielką misję. Do czasu... 

Co wypada zdecydowanie na korzyść filmu? Obrazy i muzyka!


Nie jest ważne jak poznacie tę historię, czytając książkę czy oglądając film, warto ją po prostu poznać.

wtorek, 15 marca 2022

Jak wpadliśmy w pułapkę minimalizmu

Modny i bardzo mocno promowany od lat wielu minimalizm nieco wpędził nas w pułapkę. A raczej nie sam minimalizm, a błędne jego zrozumienie. 

Tak, dla każdego minimalizm może oznaczać coś innego w zależności od aspektu. Nie oszukujmy się jednak... Zdecydowana większość minimalizm pojmuje jako posiadanie jak najmniejszej ilości rzeczy, nie zagracanie swojej przestrzeni życiowej i kupowanie tylko i wyłącznie tego, czego akurat potrzebujemy. Albo w takiej ilości, której akurat potrzebujemy. To jest jak najbardziej w porządku. Ale... to też pułapka, w którą możemy wpaść. Ja już się z niej wygrzebałam, a pomogła mi w tym pandemia...

Od pamiętnego marca (to już minęły dwa lata!) bardzo zmieniliśmy nasze nawyki. Tak jak mydła w naszym domu nigdy nie brakowało, to z zapasem choćby mięsa był już problem. Oczywiście zawsze mieliśmy jakiś ryż, makaron, kasze... Ale pełnowartościowego obiadu z tego raczej byśmy nie przygotowali. Czasy się zmieniają. Przychodzą nowe zagrożenia. A my jesteśmy już nieco lepiej zorganizowani i przygotowani na jakieś nieoczekiwane sytuacje.

Tak, jesteśmy prepersami i co niektórzy się z nas śmieją. Trochę zmieniłam swoje podejście do minimalizmu. Nie stosuję minimalizmu jeśli chodzi o zakupy spożywcze czy kosmetyczno-higieniczne. Nie oznacza to jednak, że kupuję wszystko bez ładu i składu. Oczywiście, że nie. Kupuję to, co prędzej czy później zużyjemy. Kupuję to, co faktycznie skonsumujemy. Nie kupuję jednak na styk, bo za chwilę może okazać się, że szybkich zakupów nie zrobię...

Jak najbardziej stosuję nadal minimalizm modowy. Wyprzedaję ubrania, które zalegają w szafie i z których praktycznie nie korzystam. Drastycznie ograniczyłam kupowanie nowych ubrań, butów czy torebek. Uważam, że to co mam jest w wystarczającej ilości.

Po latach dojrzałam w końcu do wyprzedaży swojej domowej biblioteczki. Minimalizm książkowy nadal jest dla mnie najtrudniejszy, ale uskuteczniam go cały czas. Najzwyczajniej w świecie robię miejsce dla innych książek.

Zawsze, w każdej sytuacji należy wystrzegać się radykalizmu. Odnoszę wrażenie, że spora część z nas właśnie w taki radykalny sposób podeszła do minimalizmu. A wystarczy znaleźć złoty środek i nie otaczać się górą zbędnych rzeczy, nie kupować tony żywności, którą za chwilę wyrzucimy, ale skupić się na świadomym i odpowiednim przechowywaniu żywności w taki sposób, aby zapewniła nam przeżycie w trudnych chwilach. Tak samo należy zadbać o podstawowe środki higieniczne czy domową apteczkę. Tylko tyle, a czasem aż tyle.

Zdjęcia to jak zawsze kojąca przyroda :)










niedziela, 13 marca 2022

Pochwała wielorazowości



Wielorazowość. Pisałam już o niej niejednokrotnie. Wielorazowość to praktyczność! Nie zaskoczy nas sytuacja, w której nie mamy pod ręką torby na zakupy, chusteczki do nosa, podpaski, płatków kosmetycznych, kubków, kubeczków, sztućców i czego tam jeszcze! Zaskoczenia nie będzie. Wielorazowość to oszczędność! Ten aspekt jest istotny w przypadku produktów, których używamy cyklicznie bądź codziennie. Wielorazowość to troska o nasze zdrowie. Wielorazowość to troska o naszą przyrodę.


Ale wielorazowość także doskonale wpisuje się w nurt preperski. Warto być przygotowanym na wiele przeróżnych wariantów. Warto posiadać rzeczy, których użyjemy więcej niż jeden raz. Tym bardziej, jeśli raptem nie będzie możliwości, aby wybrać się do sklepu lub gdy sklepy będą najzwyczajniej w świecie zamknięte! Wszak nie tylko o jedzenie i wodę należy się zatroszczyć.

Moje drogie blogowe koleżanki! Nie zapominajmy o kluczowych dla nas artykułach higienicznych, jakimi są podpaski. W moich zapasach kosmetycznych jest spora ilość podpasek jednorazowych, bo nie zrezygnowałam z ich korzystania w zupełności. Powiedzmy, że stosuję je naprzemiennie z podpaskami wielorazowymi. Dla mnie jest to połączenie idealne i ze względu na własne zdrowie, własny komfort, własny portfel i naszą wspólną planetę. Dlaczego? Myślę, że poniższe zdjęcie będzie dobrą odpowiedzią :)


A jak to ma się do prepersów? Otóż, kiedy zaistnieje taka sytuacja, w której przyjdzie nam korzystać z żelaznych zapasów, podpaski jednorazowe mogą okazać się na wagę złota. Dlatego ostatnią rzeczą, jaką będę chciała wtedy robić to ich marnotrawienie (znowu warto wrócić do zdjęcia:))

Wiem, że temat jest może trochę kontrowersyjny, ale... to część naszej natury. I gdyby okazało się, że znaleźliśmy się w jakiejś ekstremalnej i wyjątkowej sytuacji niech przynajmniej troska o to, że AKURAT TERAZ nie mamy przy sobie podpasek nie zaprząta nam głowy.

czwartek, 10 marca 2022

Kino #36


Jedenaste: znaj sąsiada swego. Warto było wybrać się do kina na ten seans. Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam.

Reżyser, Daniel Brühl, postanowił rozprawić się z największą bolączką dotykającą ludzi niezależnie od czasów, w których przyszło im żyć: niesprawiedliwość. Rozprawia się bezlitośnie, choć jednocześnie robi to w taki sposób, że człowiek mimo nieciekawej sytuacji uśmiecha się pod nosem...

Daniel (Daniel Brühl) i Bruno (Peter Kurth). To dwa zupełnie różne i naprawdę bardzo odległe światy. Łączy ich tylko jedno... tylko jeden element... Czyżby dlatego Bruno pozwolił sobie tak bardzo ingerować w życie Daniela? Jaki przyświecał mu cel? Co chciał przez to osiągnąć? Czy to miało jakiekolwiek znaczenie dla Daniela? Czy Daniel powinien być mu wdzięczny? Wszak on woli swoją ułudę i pozory. Ma zbyt wiele do stracenia... Nie to, co ten podstarzały przegrany człowiek...

Bar. To tutaj skrzyżowały się ich drogi. To tutaj doszło do kluczowego spotkania. Bruno czekał jedynie na odpowiedni moment. Daniel nie był niczego świadomy. Stało się... Zaczęli rozmawiać i ta rozmowa od początku była Danielowi nie w smak.

Kim jest ten człowiek, który podważa jego aktorski talent? Daniel jest przecież uznanym, rozpoznawalnym i rozchwytywanym aktorem, który na brak powodzenia narzekać nie może. Mało tego! Właśnie stoi przed nim kolejna szansa i to nie byle jaka!

Kim jest ten człowiek, który tak dużo wie o jego rodzinie? Kim jest ten człowiek, który przestudiował wyciągi bankowe ich rachunku? Kim jest ten człowiek, który wie o tablecie, a raczej o tym, co na nim jest? Kim jest ten człowiek, który buszował w ich mieszkaniu podczas ich nieobecności? I jak się tam znalazł? Tak, ten człowiek wie zdecydowanie za dużo, ale... dla Daniela nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ absolutnie nie interesuje go zdanie takich ludzi jak Bruno. A jednak...

Bar. To miejsce kluczowej akcji. To tu rozgrywa się to, co najważniejsze. Jest kameralnie, jest swojsko, jest wręcz przytulnie. Daniel czuje się tu bardzo swobodnie, choć nawet nie zna poprawnego imienia właścicielki (Rike Eckermann). Swoją drogą rewelacyjna postać drugoplanowa :) Nie zna firmowego popisowego dania. Nie wie nic. Dlaczego? Bo nie zwraca uwagi na to, co znajduje się wokół niego, ani na tych, którzy znajdują się wokół niego. Liczy się tylko on sam! Tak, Bruno okazał się jego sąsiadem. Sąsiadem, którego Daniel nigdy nie dostrzegał. A szkoda...

Reżyser doskonale pokazał jak pozory potrafią mylić. Jak czasem wolimy oszukiwać samych siebie, aby nie burzyć tak misternie zbudowanego przez siebie naszego świata. Jak pogoń za karierą i bogactwem przesłania to, co najważniejsze. Jak frustracja wynikająca z dziejowych wręcz niesprawiedliwości znajduje ujście w chorym i maniakalnym zainteresowaniu drugim człowiekiem.

Jaką motywację do działania miał Bruno? Początkowo myślałam, że to był ten element łączący go z Danielem. Myliłam się...



niedziela, 6 marca 2022

Jak zostaliśmy prepersami

Nie piszę tego dlatego, że temat ostatnio staje się coraz bardziej modny... Piszę to dlatego, aby zwrócić uwagę na to, że warto być prepersem.

Jak zostaliśmy prepersami? Pomogła nam w tym pandemia, a szczególnie jej początek. Gdy wybuchła panika i ze sklepowych półek zniknęły raptem mąki, makarony, kasze... I mydło... Zupełnie jakby ludzie wcześniej mydła nie używali. Panika to jedno. Izolacja i kwarantanna to drugie. Nagle okazało się, że większość skierowanych na izolację czy kwarantannę nie posiada w domu odpowiedniej ilości żywności i środków czystości, o apteczce domowej już nie wspominając.

W tamtym czasie zawsze dbaliśmy o zapas żywności przechowywanej w domu, aby w razie czego móc funkcjonować dwa/trzy tygodnie bez możliwości robienia zakupów stacjonarnych. Choć zostawały jeszcze zakupy przez internet.

Od ponad tygodnia sytuacja zmieniła się diametralnie. Wojna! Do tego wojna tak blisko naszego kraju. I masa Ukraińców uciekających do Polski. Nie zrozumcie mnie źle. To normalne, że uciekają przed bombami spadającymi na ich domy. I to normalne, że uciekają do Polski - przychylnego im sąsiada. I wspaniałe są wszelkie akcje Polaków mające na celu wsparcie i pomoc ukraińskim uchodźcom. Pytanie co dalej? 

Jeśli ci uchodźcy przez najbliższe lata nie będą mogli wrócić do swojego kraju czy jesteśmy my jako państwo gotowe na tak gwałtownie zwiększoną liczbę ludzi mieszkających w Polsce?

A gdy wojna przeniesie się na nasze terytorium? A gdy nagle okaże się, że żadne sklepy nie są zaopatrywane przez tydzień, dwa tygodnie, trzy tygodnie, miesiąc...? A gdy nagle okaże się, że nie mamy prądu czy gazu?

Musimy być przygotowani na wszelką ewentualność, aby zapewnić sobie i swojej rodzinie przetrwanie. Aby nie patrzeć, jak nasze dzieci umierają z pragnienia czy głodu... Dlatego warto gromadzić zapasy żywności, wody, niezbędnych leków i środków czystości.

My to już robimy od jakiegoś czasu, ale nie spoczywamy na laurach. Bo żyjemy w czasach olbrzymiej niepewności. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność. Cóż z tego, że mamy pełen zamrażalnik mięsa, gdy nie będziemy w stanie poddać go obróbce termicznej w przypadku braku prądu i gazu?

Nasi dziadkowie i pradziadkowie byli prawdziwymi prepersami :) Pamiętam te piwnice pełne weków: marmolady, przeciery pomidorowe, ogórki, papryki, cukinie, bigosy, kiełbasy w słoikach, mięso... Oni w tych słoikach mieli wszystko i wszystko mogło stać lata całe :)

Oczywiście miejscy prepersi mają nieco trudniej, niż ci spoza miasta. Chodzi oczywiście o ograniczone miejsce do przechowywania. Metraże naszych mieszkań bywają różne. Nie każdy posiada piwnicę. Mimo wszystko warto być prepersem niezależnie od miejsca zamieszkania. Warto gromadzić zapasy, które pozwolą nam przetrzymać trudne czasy. Warto być samowystarczalnym w jak najszerszym zakresie. Nie ukrywam, że idea zero waste i wielorazowości doskonale wpisuje się w nurt preperski.

Jest jeszcze jeden temat, który chciałabym poruszyć, ale zrobię to w oddzielnym poście. Wpadliśmy w kilka pułapek. Jedną z nich jest pułapka minimalizmu...

Aby nie było zbyt pesymistycznie do powyższego teksu dodam zdjęcia optymistyczne. Kojąca przyroda...